wieza.org | Bagno | Baza gier | Planeta blogów | Muzyka | Autorskie | Studnia | Czat
Zaloguj się | Zarejestruj się

Gdy czas dobiega końca...

awatar

Kiedyś wystarczyło rzucić plik DOC, czy nawet RTF, i do tego sprowadzało się wydanie autorki. Co bardziej ambitni budowali stronki-koszmarki ręcznie kodząc w HTMLu (niektórzy nawet wiedzieli co to CSS!). Na całe szczęście te mroczne czasy minęły (i to nie dlatego, że DOCa wypiera DOCX...).

Obecnie minimum jakiego oczekujemy od autorki jest w miarę czytelny PDF (czasem grze na Nibykonkurs wybaczamy odmienny format i niedociągnięcia graficzne, ale cacc bardzo się stara to zmienić ). Pliczek po prostu "zrzucony" z OpenOffice'a czy wydrukowany drukarką PDF to niezbyt ambitne wizualnie maleństwo.

Są na całe szczęście mili panowie, którzy są w stanie pomóc w takiej sytuacji (na szybko z głowy: Jagmin, cactusse, Magnes). Z chęcią przygotują oni layout, złożą tekst, czy nawet zaprojektują ładną kartę postaci (w tym ostatnim celuje Jagmin aka kartmajster). Z tych trzech panów cactusse jest w stanie także przygotować cieszące oko ilustracje, ale biada temu, kto do pracy zaciągnie go bez wyraźnego powodu... Zawsze można znaleźć jakichś innych pomocników (najlepiej znajomych ze SPORYM długiem wdzięczności).

A więc masz już ładnego PDFa? Spójrz jak błyszczy! A nie, to miga stary CRT... Mniejsza. Masz cudnego PDFa, tak? Jest bosko, cudnie i, porównując do Starego Testamentu, prawie jakbyś trafił do Kanaanu. Jest tylko jeden problem... Nie trzymasz podręcznika w łapkach - ale co to dla Ciebie, masz przecież drukarkę (a podręcznik, z racji twojego lenistwa, niezbyt obszerny). Spinasz kartki zszywaczem i jest doskonale. No, prawie... Bo jakoś tak biednie to wygląda. Nie umywa się nawet do Neuro, edycji 1 w miękkiej oprawie, o nowomodnych cudach w rodzaju Klanarchii nie wspominając...

Chcesz więc mieć swój podręcznik w formie książki, takiej jak ze sklepu? Jest na to kilka sposobów... Najprostszym jest rozprucie tego co już wydrukowałeś (ewentualnie ponowny wydruk) i wizyta u introligatora (oprawę dostaniesz najpewniej skórzaną ze złotym napisem treści dowolnej). Jeśli jednak wolisz, żeby podręcznik miał aparycję podręcznika, a nie wiekowego tomiszcza, introligator może Ci nie pomóc.

Jakąś opcją jest Druk Na Żądanie (ang. POD - Print On Demand).  Niestey tego typu usługi są najczęściej drogie i zagraniczne (wymienić można m. in. Blurb.com i Lulu.com - o tym drugim wspomnę jeszcze później). Może coś lokalnie, w kraju? Usług typu POD niestety nie uświadczymy, ale można skorzystać z niskonakładowego druku cyfrowego - albo zrobić zrzutkę z fanami (jakbyś ich miał... ), albo samemu się szarpnąć i próbować opchnąć nadmiarowe podręczniki (byle nie przyznawać się przed Skarbówką - jeszcze sie przyczepią o brak ISBNu).

Tą drugą drogą poszły już dwie autorki - Ścieżka i Trójca. Pierwsza powędrowała w większości do znajmoków autora, ale szykuje się następny nakład. Druga zebrała niezłe recenzje na paru mniejszych serwisach fantastycznych i chyba na siebie zarabia. Poltera i Gildii szturmem nie wzięliśmy, ale to zawsze krok bliżej.

Z Polskich drukarni oferujących druk cyfrowy polecić można QPrint (najbardziej opłacalne przy NAPRAWDĘ niskich nakładach - rzędu 10 sztuk) i drukarnię cyfrową SOWA (lepsze przy większej ilości podręczników, z kilkoma opcjami oprawy - w tym skoroszytem, co może stanowić ciekawą alternatywę dla drogiego szycia i rozpadającego się klejenia).

Tak czy siak, skoro tak łatwo (w końcu wymaga to tylko uczynienia portfela "nieco" lżejszym - a od razu robi się lżej i na duszy ), to pytanie "A można na tym zarobić?" rodzi się samo.

Otóż można. Jak już wspomniałem - z tego co wiem to hosting Trójcy jest opłacany z wpływów ze sprzedaży podręcznika. Dwa egzemplarze Ścieżki poszły za opłatą (a niedługo będzie ich więcej). Na drodze do szczęścia stoi jednak prawo (jeśli wasze alter ego w DnD jest praworządne to macie problem...). Do sprzedawania książek powinniśmy mieć założoną działalnośc gospodarczą (bleh...).

Do tego, jeśli chcemy trochę oszczędzić na podatkach, powinniśmy się postarać o ISBN (bez działalności gospodarczej nie ma co na niego liczyć) - nadaje go Biblioteka Narodowa (doszły mnie nawet głosy, że wydanie ksiązki bez tego numeru jest w Polsce nielegalne, ale nie są to informacje pewne).

Jeśli ktoś pójdzie tą drogą to warto się zainteresować  działaniem jako indywidualny przedsiębiorca. Pomocne może się okazać przejrzenie strony Backpen.com.

Można też oczywiście poszukać wydawnictwa, które zechce wydać naszą grę. Niestety, większość naszych kochanych łamaczy serc będzie tu miała marne szanse. Ja osobiście próbowałbym się z takim projektem przebić do Portala (ale tylko pod warunkiem, że miałbym coś więcej niż kolejne fantasy z 15+3k12 odmianami elfów).

Trzeba wspomnieć, że projekt wydawnictwa sprzedającego ebooki i oferującego POD, znanego jako CK Games wydaje się być martwy. A miało być tak pięknie.

Swoją drogą, CK Games miało być czymś podobnym do  zagraniczych sklepów z PDFami w rodzaju IPR, czy Lulu.com (choć w założeniu wydawnictwo chciało bardziej filtrować publikowane treści). Niestety, dobrodziejstwa tego typu w Polsce nie uświadczymy.

A gdyby tak... Nie, to zbyt szalone... A może jednak... Przykład TSoYa (i paru mniejszych gier indie) pokazuje, że są w Polsce hobbyści zdolni tłumaczyć gry z angielskiego na polski. Czemu nie mieliby przełożyć polskich projektów na angielski? Sam pomagałem przy TSoYu i nie uważam tego za coś kosmicznie nierealnego (jedną grę nawet tłumaczę - kto wie jaką, ten wie jaką). Taką wersję angielską możnaby spokojnie na IPRze czy poprzez Lulu.com wydać.

Skoro już jesteśmy przy zachodnich pomysłach, nie można nie wspomnieć o okupie (ang. ransom model - pomysł Grega Stolze'go). Jak to działa? Autor, mając PDFa wyznacza ile chce dostać za wypuszczenie go w sieci i ustala do kiedy chce uzyskać zapłatę. Każdy może wpłacać ile chce lub może.

Jeśli uzbiera się odpowiednia kwota, PDF ląduje w sieci - jeśli nie, wpłaty idą na cele dobroczynne. Można przyjmować wpłaty przelewem, przez PayPal czy polski serwis platnosci.pl (oferujący integrację płatności z kilku banków i płatności SMS). Model ten zapewnia godziwą zapłatę autorowi, ale w skąpej Polsce mogłyby być problemy ze zbieraniem pieniędzy na zasadzie dobrowolnych wpłat, które nie gwarantują uzyskania dostępu do podręcznika (szczególnie po niesławnym Megakonkursie).

Opcji wydania gry jest sporo (pomimo, że państwo Polskie tradycyjnie "umila" swoim obywatelom życie jak może). Teraz trzeba "tylko" zacząć pisać gry.