Zachęcony ostatnim dokonaniem imć Szabla, poniżej zamieszczam nie wysłany na konkurs Robotici opis bohatera nie zależnego, ku waszej ocenie.
M...Przedzierające się przez listowie wiekowego wiązu, promienie majowego słońca odbijały się fantazyjnymi cieniami w bieli trzymanej w młodych dłoniach książki. Siedzący pomiędzy korzeniami wychudły młodzieniec przemknął zaczerwionym wzrokiem wzdłuż nagłówka Fizyka nanonuklerna wiązania cząsteczkowe trzeciego stopnia. "Jutro egzamin, nie dam rady, nie dam..." kroczący za wzrokiem rysik ołówka zatrzymał się w półwierszu. - Ech... - ciche westchnienie wypełzło z wyschniętych ust chłopaka. Zrezygnowany opuścił książkę wiercąc się w poszukiwaniu wygodniejszej pozycji, tępym wzrokiem błądził po zaroślach parku. Potężne konary wyrastały wprost z równo wystrzyżonej, gęstej murawy, swym miłym dla oka cieniem tworząc oazę wytchnienia w ogarniętym spiekotom mieście. Między nimi skryte przed piekącym słońcem rozstawiono iskrzące się bielą ławki. O tej porze dnia wypełnione roześmianą czeredą studentów. Jego wzrok skacząc od ławki do ławki szukał... Szukał pary błękitnych oczu, niesfornych loków i tych kilku piegów na zgrabnym nosie "Marii". Ołówek mimowolnie kreślił myśli młodzieńca. - A tu się ukrył! - Rozbawionemu głosowi zawtórował młodzieńczy rechot. Przed oczami przemknęła znienawidzona kurtka uczelnianej drużyny futbolowej. - O dziobak znów się uczy! - Czyjeś krzepkie ręce wyrwały spoczywającą na kolanach książkę - A co my tu mamy! O Fizyka?! Dziobak powiedz chcesz się jeszcze pouczyć! - drwiący śmiech zadudnił pod koroną wiązu. - Oddawaj - piskliwy lekko zachrypły głos zginął w dudniącym rechocie zgromadzonych. - To ją sobie złap! - biel przewracanych wiatrem kartek przefrunęła między dłońmi chudzielca - Oddawaj! - Niesforny szelest przeskakiwał między łapskami piłkarzy, rechotem drwiąc z poprzedniego właściciela - O, a co tu jest napisane?! - Oddawaj!! - Marii?! Dziobak się zakochał!?! - Oddawaj! - Marii!!! - Wysoki blondyn z uniesioną nad głową książka zakrzyknął w stronę gromadzących się przy korcie dziewcząt. Te zafalowały chichotem, zabłysły oczami, spłonęły wstydem. - Oddawaj!!! - chude dłonie z impetem zderzyły się z granatem futbolowej kurtki. W zaległej tak nagle ciszy, czaiło się coś na kształt wyczekiwania, wyczekiwania watahy aż potężny ogar skarci niesfornego szczeniaka. - Tak, chcesz ją? - wysoki blondyn potrząsnął trzymaną w górze książką - To, łap! - papierowa biel migneła w zalanej słońcem spiekocie ulicy, pisk opon, dźwięk klaksonów i przeciągłe wycie syreny zatrzepotały ścianami wieżowców.
M...
- Sabotaż! - podniesiony głos nienagannie skrojonego garnituru wzniósł się pod mahoniowe kasetony. Stojąca za biurkiem lekko zaokrąglona postać szefa działu ochrony wydała z siebie cichą samogłoskę protestu - Proszę mi nie przerywać! - kontynuował garnitur - Znam tą litanię na pamięć: wzmacniane tytanem ściany, potrójne szyby, autonomiczny układ zasilania, jesteśmy tu bezpieczni jak w łonie matki, etcetera... A ja się pytam, co to za litera? Kto śmiał coś takiego odmalować? Sam pan widział! - stojący za biurkiem potwierdził słowa przedmówcy, choć to nie było wcale potrzebne, lekkim skinięciem głowy. - Chcę mieć jutro raport na swoim biurku! Kto, jak, dlaczego? Punkt siódma w moim gabinecie!
M...
Przechodząc przez szklaną klatkę napotkał niebieskie oczy sekretarki - Pan Simson czeka na pana, w gabinecie - miły głos dwudziesto kilkuletniej dziewczyny lekko połechtał jego pulchne ego - Ach, poranna awaria, zupełnie zapomniałem... - nerwowy uśmiech wybiegł na wąskie usta - Jak długo czeka? - srebrne oprawki rozbłyssły zadowoleniem - Przed chwilą przyszedł - Podziękowawszy, sięgnął klamki i już po chwili znajdował się w jakże odmiennym do wypełnionego szkłem sekretariatu świecie. Uspakajająca zieleń sukna mieszała się tu z drewnianą czerwienią machoniów. Jedynie biała sylwetka odziannego w służbowy fartuch Simsona rezonowala z potężnym drewnianym biurkiem. - O Frank, jak tam nasz mały sabotaż? O przepraszam, jak wy to nazywacie? - wąskie brwi uniosły się w przyjaznym zaproszeniu - Awaria automatu portowego - poprawiając staromodne okulary podsunął inżynier - W każdym bądź razie żaden sabotaż. - Dodał z tym swoim azjatyckim usmiechem. - Jak nie sabotaż, to co: kawał, wandalizm? - dopytywał się szef ochrony. - Proszę spojżeć... - w ręce Simsona pojawił się iskrzący się maszynowym tuszem płat foli - zdziwi się pan. - Niezgrabne dłonie w biegu pochwyciły podany raport, zastanawiając w drodze co też się stało z staromodnym papierem. - A tak, tak, zobaczmy... - Niebieska lampka interkomu rozbłysła w cieniu biurka - Panie dyrektoze... - słodki głos sekretarki wypełz spod blatu - "Góra" chce się z panem spotkać...
M...
Zachodzące słońce przemykało między wieżami city, przenikając rozpalonym światłem szklane ściany sekretariatu. Był zmęczony, ludźmi, kołnierzykami, liczbami przemykając miedzy śluzami, marzył o samotnym półmroku swego gabinetu. - Panie dyrektorze..? - słodki jak zawsze głos sekretarki zawisł nie wypowiedzianym pytaniem - Tak, tak możesz już wyjść - potarł pękające bólem skronie - zamknę wszystko jak skończę... Po chwili, z ciężką szklanką lodu i whisky, wygodnie rozsiadł się w swym fotelu. Poruszony lekkim muśnięciem palców blad zamigotał monitorem. Przebiegł dłonią iskrzące drobiny strącając palcem kilka mało znaczących plików, zrezygnowany wychwycił szukany utwór. Bach, tak potrzebował łagodnych akordów Bacha. Podkręcił skale dźwięku i z niesmakiem spojrzał na leżący na biurku raport. - Bierzmy byka za rogi i miejmy to już z głowy... - zamruczał zrezygnowany sięgając połyskującą w rozbłyskach monitora dokument. Pod dotykiem spoconych palców organiczna folia rozbłysła błękitem tuszu. Mahoniowy mrok wypełniło kobiece So ist mein Jesus nun gefangen...M...
Pełz, metr po metrze, a wypływajacy z rozerwanych przewodów olej znaczył ślad jego wędrówki. Tytanowe szczypce z zgrzytem złobiły starożytny bruk. Jeszcze tylko kilka, kilka podciągnieć i znajdzie się bezpieczny za majaczącymi wśród odpadków grodziami. Gdzieś za plecami zwierzęcy ryk ogłosi tryunf pościgu. Wielkie włochate sylwetki przemkneły cieniami wśród wypalonych słońcem śmieci. "Jest, jest upragniony ratunek w zasięgu ręki". Metalicznegmu pukaniu, u szczytu wzoszących się nad leżącym grodzi, odpowiedział ruch mechanicznych soczewek . - Otwrórz, proszę, proszę... - zatrzeszczal ostatkiem zgromadzonego w worku powierza.- M... - w odpowiedzi zasyczał staromodny syntezator. - Prosze... prosze...- Zwalisty cień padł na pokryty chromem kołmnież korpusu. Jadowicie zielono oczy tryunfem przejżały się w ciele ofiary. - M... - Dzikie harczenie splotło się z kolejnym sykiem syntezatora a szponiaste palce zacisneły się w okół metalicznych kikutów - Aaaaaaaaaaaa!!!!
Ma...
Ostre majowe słońce kreśliło fantazyjne wzory odbitych w bieli papieru liści...
Ma...
Ciekawy jestem czy zgadniecie o co wtym biega :D
Dyskusja na forum: 9 odpowiedzi | dodaj