wieza.org | Bagno | Baza gier | Planeta blogów | Muzyka | Autorskie | Studnia | Czat
Zaloguj się | Zarejestruj się

Ramar V: Kraina Mglistych Równin - tutaj żyją smoki

wiadroawatar

Jak pewnie już wspominałem historia Ramaru zawsze była dla mnie ciekawsza niż teraźniejszość, stąd wracam znów do starych dziejów, aby uniknąć posądzenia o zanudzanie jak ostatnim razem. W trzeciej części opowiedziałem jak bogowie stworzyli bramy oraz postanowili poszukać Wzoru Życia, aby zaludnić pusty na razie świat.  W czwartej wspomniałem o rasach, które możne można w Ramarze napotkać. Pora opowiedzieć skąd się w Ramarze wzięły najstarsze z nich.
Jest to też przyczynek do tragicznej historii Lenarisa, boga światłości, który miał trochę pecha, jak się zaraz przekonacie. Pojawi się ważna boginii Kae - której wpływ na dalszą historię jest nie do przecenienia. Zatem usiądźcie wygodnie i nie zapomnijcie o jakiejś ciekawej muzyce w tle, zaraz dowiecie się, co czekało bogów za pierwszą z trzech bram.

Korraan - Kraina Mglistych Równin

Przez pierwszą z bram - Torranad, Bramę Ognia - przeszli Lenaris, Savis, Torrax i Minarra. Kiedy przekroczyli wrota, znaleźli się na samotnym wzgórzu pośród mgieł. Rzekła więc Minarra do Lenarisa - „Oto jesteśmy w Korraanie - Krainie Mglistych Równin”. Lenaris skinął głową i odparł: „Nie wiadomo, czy czekają nas tu mgliste równiny, ogniste lochy, czy morskie przestworza, ale nie poddawajmy się zwątpieniu i ruszajmy przed siebie. Spotkamy się w tym miejscu za lat siedem i jeden dzień i wtedy otworzę wrota na nowo."
I każdy ruszył w swoją stronę, zeszli ze wzgórza i po chwili zniknęli we mgle. Torrax szedł na zachód. Wędrował pośród mgieł i dymów przez sto  długich dni zanim wyszedł na światło. I roztoczył się przed nim widok na rozdarte ogniem równiny i stosy płonące aż pod niebiosa. I pomyślał Torrax: „Ta kraina mi się podoba. Poszukam tutaj Wzoru”.
Wędrował dalej przed siebie aż doszedł do wulkanu Fadar i tam zatrzymał się na chwilę urzeczony pięknem płomieni ogarniających ziemię wokół. Po chwili jednak z płomieni wynurzyły się smukłe postaci o ognistym spojrzeniu i zapytały go kim jest. A Torrax, przedstawiwszy się, ich z kolei zapytał kim są. Odparli, że są ludem Hass i zamieszkują miasta wewnątrz ognistych gór. Początkowo bali się go, bo Torrax lubował się we wszystkim co majestatyczne i przybrał postać olbrzyma o władczym spojrzeniu, ale później przekonali się do niego i zaprosili pośród siebie.

I tam znalazł Torrax Wzór i rzekł do siebie: „Na Ramarze stworzę ogień, aby gorzał, dając światu ciepło i światło. Na Ramarze stworzę wulkany, aby majestatem i ognistą koroną przyćmiewały inne góry. Nade wszystko jednak stworzę istoty na podobieństwo ludu Hass, aby zamieszkały w ognistych miastach.”
Mijały lata i gdy nadszedł czas, by powrócić na wzgórze, musiał Torrax opuścić Hassian. Zanim jednak to uczynił chciał pożegnać się z nimi, a oni wtedy odrzekli: „Żyłeś wśród nas i podzieliłeś się z nami swoją mądrością i wiedzą. Chcemy iść tam gdzie ty i zamieszkać w twoim świecie”. Ucieszył się Torrax bowiem ułatwiało to jego zadanie. Ruszył więc z powrotem, a jedno z plemion Hass pod wodzą Fi-ri-notha poszło jego śladem.

Komentarz:
Tak, zgadliście, czytałem wtedy Silmarilion i Niedokończone Opowieści, także sporo tutaj patosu i stylizowanego języka. Nie zmieniałem tego teraz, ponieważ wydaje się pasować do tak wczesnych dni, szczególnie że historie tutaj opowiedziane dla współczesnych ludzi to tylko mity ze starych ksiąg.
 
Minarra poszła na wschód. Długo wędrowała ścieżkami wśród mgły i schodziła wciąż niżej i niżej. Wreszcie mgła się rozwarła i Minarra znalazła się pośrodku lodowych gór. Zachwyciło ją piękno lodowych kryształów i delikatnych płatków śniegu. Pokochała nade wszystko powiew chłodnego wichru. Długo tułała się po pustkowiach aż wreszcie natknęła się na skuloną wśród śniegu istotę. „Kim jesteś?” - zapytała maleńkiego stworka, a on nie wystraszył się mimo iż Minarra w błękitnych, bogatych szatach i o złotych, rzucających skry oczach musiała wyglądać groźnie. Jednak głos miała miękki i stworek odparł: „Jestem Iapatus. Zagubiłem się wśród śnieżycy”.
Bogini ulitowała się nad biedną istotą i przeczekała z nią śnieżycę, a później wraz z Iapatusem udała się do jego krewniaków. A plemię, do którego należał Iapatus, rządzone było przez okrutnego Driga Mordercze Ramię, który gnębił swój lud i łaknął coraz rozleglejszej władzy. Gdy dowiedział się o przybyciu Minarry, wezwał przybyszkę przed swe oblicze. Bogini hardo podniosła na niego oczy. „Padnij przede mną na kolana obca przybyszko - krzyknął. - Bom ja jest Drig Durungar”.
Ale Minarra wpadła w gniew, słysząc te słowa, i ukazała Drigowi prawdziwe oblicze. I padł Drig przed nią na kolana, a ona pozwoliła mu żyć, ale wygnała go na pustkowia. Dziękował lud Iapatusa Minarze, a ona zamieszkała z nim na czas pewien. Gdy upłynął wyznaczony termin, lud Iapatusa (teraz wodza plemienia) poszedł za jej przewodem. I tak Minarra znalazła swój Wzór. Przyprowadziła na wzgórze Korraanu minarów - lud istot podobnych do ludzi, ale o białym, gęstym futrze, które skrywa całe ich ciała prócz białych jak śnieg twarzy, dłoni i stóp.

Komentarz:
wprowadziłem pewne zmiany w opisie minarów, bo początkowo wyglądali cudacznie, jak wychudzone yeti. Ale zbliżamy się do najważniejszego elementu historii - opowieści o Lenarisie, najwyższym bogu światła obdarzonym wyjątkową skłonnością do bycia emo.
 
Lenaris poszedł na północ. Długo błąkał się po mglistych krainach Korraanu, by w końcu trafić na rozległe, trawiaste równiny nad jasnym jeziorem, które nazwał Blebende, czyli Jeziorem Wesołej Rosy. Nad jeziorem tym pasły się najpiękniejsze istoty jakie Lenaris spotkał w życiu, a były to jednorożce. Stał Lenaris i patrzył na te piękne stworzenia aż zapadł zmrok, a wtedy nagle jednorożce spłoszyły się i uciekły do pobliskiego lasu. Lenaris, chcąc poznać jednorożce przybrał postać jednego z nich, białego o złotym, zakręcanym rogu i długo błąkał się po lasach, szukając, ale nie było mu dane stworzeń odnaleźć.
Wreszcie zmęczony dotarł do miasta wśród lasów. Miasto otoczone było kwitnącym żywopłotem, nad którym świergotały ptaki. Zapach kwiatów roztaczał się wokół i był tak upajający, że bóg zaczął tracić świadomość. Ostatkiem zmysłów powrócił do normalnej postaci - wysokiego młodzieńca o kasztanowych włosach i błyszczących oczach.
Zbudził się w kwiecistym pałacu pośród istot niezwykłego piękna. Natychmiast rozpoznał, że były obdarzone mocą. Istoty, zwące siebie Feanari - Władcami Północy, ugościły go, przeprosiwszy wpierw za wcześniejsze uśpienie. I dowiedział się Lenaris, że to właśnie te istoty widział przy jeziorze, gdzie przybrały postać jednorożców. A była wśród Feanari kobieta piękniejsza niż inne, córka samego władcy Ratariona.
Lenaris nazwał ją Afrenette, czyli Tancerką, bo ujrzał ją po raz pierwszy jak tańczyła wśród kwiatów w pałacu Feanari. Później dowiedział się, że na imię miała Tatrix. Od tego momentu jego serce należało do niej.
I zdarzyło się razu pewnego, że Lenaris wyznał Afrenette swe uczucia, a ona je odwzajemniła. Za przyzwoleniem Ratariona poślubił Lenaris Afrenette w rok po zejściu ze wzgórza Korraan. Para jednorożców cwałowała radośnie po lasach Feanari.
 
Komentarz: czytając po latach ostatnie zdanie nieźle się uśmiałem. Ale miałem kiedyś pomysły.
 
Dwa lata później Afrenette wydała na świat córkę, Mae. Mae od urodzenia lubiła wodę i wsystko co z nią związane. Ale najbardziej pokochała morze, które roztaczało się daleko na północy i nad nim najbardziej lubiła przebywać.
Dnia pewnego Lenaris wraz z córką wyjechał nad morze Tai i przez czas jakiś tam właśnie przebywał. Nagle jednak wewnętrzny impuls kazał mu powrócić do krainy Feanari. Gdy przybył na miejsce, sprawdziły się jego najgorsze obawy. Lud Feanari zapadł na nieznaną dotychczas chorobę zwaną później Feanpatrox - czyli boską chorobą. Wielu Feanari zachorowało a wśród nich Afrenette.
Lenaris dnie całe przesiadywał przy łożu małżonki, nawet jednak swymi mocami nie potrafił jej uzdrowić. Wtedy jednak wyszło na jaw, że źródło wody w pałacu Feantari było zatrute. Tylko nieliczni, a wśród nich Lenaris i Mae nie zachorowali. Ci, których choroba dopadła najpierwej ze wszystkich, umierali już w strasznych mękach. Blady strach padł na lud Feanari.

Savis zszedł ze wzgórza Korraan i poszedł początkowo na południe, ale szybko zawrócił na szczyt. Uważnie rozejrzał się wokoło, czy któryś z pozostałych bogów nie wrócił na wzgórze, ale był sam. I wtedy Savis próbował na nowo otworzyć bramę, którą przybył tu wraz z Lenarisem, Minarrą i Torraxem albowiem już od początku, od przybycia do Ramaru planował objąć nad tym światem zwierzchnią władzę. Teraz chciał wykorzystać czas, gdy wszyscy bogowie prócz Solisa i Aglae przeszli do innych światów i wrócić na Ramar, by go sobie podporządkować.
Daremnie jednak Savis - nazwany później Savusem co znaczy Okrutnym - próbował otworzyć wrota. Tylko Lenaris mógł je na powrót rozewrzeć przed upłynięciem wyznaczonego czasu.
Zszedł więc Savus ponownie ze wzgórza i ruszył na południe z zamiarem znalezienia sposobu na otwarcie wrót. Po kilku dniach dotarł do równiny spalonej ogniem i natknął się na zgliszcza samotnego domu. Przystanął przy nich na chwilę, zastanawiając się, i wtedy wyczuł nad sobą poruszenie Ponad jego głową krążyły trzy bestie o ogromnych rozmiarach, a były to Dargentari - czyli smoki.
Przyglądał im się przez pewien czas Savus i spodobał mu się ich kształt. Sam więc przedzierzgnął się w smoka i poleciał w niebo na spotkanie z tamtymi trzema. Ale smoki uznały go za wroga i zaatakowały. Mimo iż od nich potężniejszy, z trudem zdołał Savus pokonać bestie i strącić je na ziemię, gdyż nie był jeszcze przyzwyczajony do nowego ciała. Poraniony legł wreszcie w górskiej dolinie na odpoczynek i zasnął.
Gdy zbudził się nad światem była już zima i zląkł się, gdyż nie wiedział ile czasu upłynęło. Chciał wznieść się w niebo, by rozejrzeć po okolicy i wtedy zauważył Gerdariona, Przedwiecznego - władcę wszystkich smoków Korraanu. Gerdarion czekał tutaj na jego przebudzenie i odezwał się tymi słowy: „Zabiłeś dwóch z moich najwierniejszych poddanych. Czy masz coś na swe usprawiedliwienie?”. Savus zastanawiał się przez kilka chwil po czym odrzekł: „Oni wpierw mnie zaatakowali”. Gerdarion roześmiał się donośnie: „I myślisz, że to cię tłumaczy? Za śmierć moich poddanych zginiesz”. Ale Savus widział, że Gerdarion jest potężnym smokiem, więc starał się go ubłagać. I zgodził się w końcu Gerdarion na darowanie bogu życia, ale rzekł: „Za karę przez lat siedem i jeden dzień będziesz u mnie na służbie”.
Zląkł się Savus wiedział bowiem, że jeśli nie wróci na czas do bramy może na zawsze pozostać w tym świecie. Nic jednak nie rzekł i przystał na propozycję Gerdariona. I tak Savus został sługą Władcy Smoków, a że był mądry i przebiegły szybko zajął miejsce wśród jego najbardziej zaufanych doradców. Ale czas mijał i Savus zaczynał się niepokoić. Gdy więc rok tylko pozostał do wyznaczonego przez Lenarisa terminu powrotu, Savus zamordował zdradziecko Władcę Smoków i zajął jego miejsce. Roześmiał się wtedy i rzekł do siebie: „Oto znalazłem Wzór”.
Na razie jednak pozostawił swoich nowych poddanych i ruszył na północ, by odnaleźć Lenarisa i przymusić go do wcześniejszego otwarcia wrót. Leciał wiele tygodni, gdy wreszcie ujrzał pod sobą przecudny pałac i zniżył lot by mu się przyjrzeć. I w pałacu tym dostrzegł Lenarisa, bo był to palac Feanari. W umyśle jego zalągł się okrutny plan. Gdy Lenaris z córką Mae udał się na daleką północ, Savus przybrał postać jednego z Feanari i zatruł źródło w pałacu, wykorzystując zdobytą w służbie u Gerdariona moc. Poznał bowiem u Władcy Smoków Savus wiele różnych tajemnic i zdobył mnóstwo magicznych umiejętności, w większości służących złu, nie tylko bowiem był dobrym nauczycielem i doradcą, ale także zdolnym uczniem.
Lud Feanari zapadł na Feanpatrox, a Savus umknął do swych poddanych smoków. Gdy bowiem nadszedł dzień powrotu Lenarisa, wystraszył się, że bóg pozna prawdę. Lenaris pogrążył się w rozpaczy, gdy Afrenette, będąca wtedy w stanie błogosławionym, także zachorowała. I zdarzyło się, że Tatrix wydała na świat drugą córkę, Kae, po czym zmarła ku wielkiej żałości Lenarisa.
Długo nie mógł się otrząsnąć z żalu po stracie małżonki Lenaris. Przypomniał sobie wreszcie, że musi powrócić do Ramaru, gdyż wyznaczony czas dobiegał końca. Pożegnał się więc z pozostałymi przy życiu Feanari i wraz z córkami wrócił na wzgórze. A byli tam już wszyscy pozostali. Torrax przyprowadził Hassian, Minarra Minarów, a Savus przyszedł sam, gdyż plemienia smoków wolał na razie nie ujawniać. Użył natomiast magicznego kryształu Naetaitral, którego przyniósł ze sobą z obszarów Pustki, gdzie  wędrował za swej młodości i który podarował mu ponoć sam Chaos. Kryształ pozwalał zamknąć we wnętrzu dowolną rzecz, by jednak ją wydostać, należało go rozbić. Savus zamknął w środku całe plemię smoków, by przenieść je w ten sposób przez bramę.
Lenaris otworzył Torranad i przeszedł przez nią pierwszy z Mae u boku i Kae na ręku. Za nim poszli pozostali.
 

* * *
W najbliższych odcinkach na pewno zamieszczę historie, jakie spotkały pozostałych bogów w dwóch ostatnich bramach. Jeśli chcecie także poznać coś konkretnego z teraźniejszości świata, napiszcie w komentarzach. Do następnego razu!

Odpowiedzi



Magnes masz talent. Dalej

Magnes masz talent.
Dalej twierdzę, że powinieneś to wydać.

A pisz dalej, aż chce sie czytać



 Się zgadzam z przedmówcą -

 Się zgadzam z przedmówcą - tylko trochę jestem wyjęty z wątku bo tylko to przeczytałem.