wieza.org | Bagno | Baza gier | Planeta blogów | Muzyka | Autorskie | Studnia | Czat
Zaloguj się | Zarejestruj się

Ramar VI: Pakaraan - Sala Tysiąca Zwierciadeł oraz język Vath

wiadroawatar

W poprzedniej części opisałem jak bogowie Ramaru wyruszyli na poszukiwanie Wzoru Życia poprzez bramę Torranad. Tym razem napiszę trochę o wydarzeniach, jakie spotkały bogów, którzy przeszli przez drugą z bram - Feanad, Bramę Chłodu oraz o Sali Tysiąca Zwierciadeł, miejscu, które początkowo grało sporą rolę w historii świata.
Niestety może być nieco nudniej niż ostatnio, bo jest to dopiero preludium do poważniejszych wydarzeń.
Jeśli zostanie miejsce, dodam  podrozdział o języku, żeby pokazać jak bezużyteczne w praktyce - przy graniu w RPG, czy nawet pisaniu tekstów osadzonych w danym świecie - informacje zapisywałem. Patrząc z perspektywy czasu muszę jednak przyznać, że była to świetna zabawa, a teraz mam co wspominać. ;)

Pakaraan - Sala Tysiąca Zwierciadeł

Feanad, Brama Chłodu leżała na dalekiej północy. Poprzez wrota przeszli Vera, Faur, Revar i Kenae. Revar od samego początku był gorliwym sługą Savusa, gdyż tamten jeszcze za czasów, kiedy razem podróżowali w Pustce, skradł mu część duszy i ukrył z złotym puzderku.
Revar, chcąc nie chcąc, musiał służyć Savusowi, ale z biegiem czasu coraz bardziej upodabniał się do swego pana i służba stała się dla niego przyjemnością.
Po przejściu przez bramę bogowie znaleźli się w dziwacznej, okrągłej sali, którą wypełniały najróżniejsze zwierciadła - mniejsze, większe, bogato zdobione klejnotami, złotem i innymi dziwacznymi kamieniami i metalami, a także proste o drewnianej ramie lub nawet zwyczajne odłamki szkła. Niektóre lustra wisiały na ścianach rozległej sali, inne stały oparte o mur, jeszcze inne jakby za sprawą czarów unosiły się w powietrzu.
Zwielokrotnione odbicia bogów spoglądały na siebie ze zdumieniem.
I rzekła Vera: „Trafiliśmy do Krainy Tysiąca Zwierciadeł, Pakaraan”. Pozostali skinęli głową. „Tak będzie się teraz ten świat nazywał” - rzekła Kenae, ale Vera spojrzała na nią dziwnie, jakby nie to miała na myśli.

Komentarz: Nigdzie nie wyjaśniłem o co chodziło z tym spojrzeniem. :) Na szczęście - ku własnemu zaskoczeniu - do dzisiaj pamiętam jego znaczenie. Vera, mówiąc o Pakaraanie, wymieniła prawdziwą nazwę tego miejsca, a nie wymyśliła na poczekaniu nowej.
 

Faur rozejrzał się i zdumiony zakrzyknął: „Każde z tych luster ma swoją nazwę. A to lustro - wskazał na zwierciadło przed którym się pojawili - nosi nazwę Ramar”. Zrozumieli bogowie, że lustra to w rzeczywistości bramy stworzone przez nieznane, lecz potężne istoty i w milczeniu pokłonili się przed potęgą stworzycieli tego miejsca.
„Nadal jednak nie znaleźliśmy Wzorów” - rzekła nagle Kenae. - „Zbadajmy któreś ze światów, do których prowadzą lustra”. Zgodzili się z nią pozostali, ale rzekł Revar: „Nie powinniśmy iść na taką wyprawę samotnie. Najlepiej jeśli udamy się jedynie do dwóch różnych światów, do każdego zaś pójdziemy dwójkami”. Tak też zrobili. Revar i Vera wybrali świat Eard o ramie prostej i czarnej, zaś Kenae i Faur świat o nazwie Had, do którego prowadziło lustro dziwacznego kształtu, zdobione zielonymi klejnotami.

Gdy Revar i Vera przeszli do świata Eard, Kenae i Faur przez moment stali jeszcze pośrodku sali luster i w milczeniu wpatrywali się w swoje odbicia. Wreszcie odezwała się Kenae: „Odkrycie tego świata to bardzo ważne wydarzenie, ale czy twórcy Pakaraanu nie będą przeciwni naszemu wtargnięciu do ich przestrzeni?”. Faur zastanawiał się nad tym długo. Wreszcie rzekł: „Myślę, że celem samym w sobie stworzenia tego miejsca było, aby niezliczone światy połączone były przejściami. Jeśli kiedykolwiek poznamy istoty, które je stworzyły, nie powinny mieć nam za złe, że korzystamy z tych przejść. Nie przypuszczam jednak, aby tak się stało. Coś w atmosferze tego miejsca mówi mi, że stwórcy Pakaraanu dawno już odeszli z tego świata i możliwe, że nigdy nie powrócą”.
Wreszcie Flaur i Kenae przeszli przez lustro Had, trzymając się za ręce. Sala luster opustoszała i wtedy pył na ziemi poruszył się i powoli uformował w migotliwą postać.
- A więc kolejny ze światów otworzył Lustrzane Przejście. Nieszczęśni nie wiedzą, że nie sposób ich zamknąć - rzekła postać.
Z pyłu obok niej uformowała się druga, bledsza i bardziej drżąca.
- Stworzyliśmy Lustrzaną Salę i tym samym sprowadziliśmy na siebie zagładę z rąk barbarzyńców. Ale lepiej byłoby, gdyby barbarzyńcy zburzyli także nasze dzieło.
- Wytworzyliśmy je jednak ze zbyt mocnej gliny. Nic nie zniszczy Lustrzanej Sali, a kolejne światy będą otwierały Lustrzane Wrota nieświadome, że tym samym otwierają wrogom dostęp na swoją ziemię. Nic bowiem nie jest w stanie zamknąć raz przetartej drogi.
Postaci rozpadły się w pył w podmuchu wiatru z jednego z luster. Cisza zaległa znów w Lustrzanej Sali Pakaraan.

Eard

Gdy Revar i Vera przeszli przez lustro znaleźli się w tropikalnej puszczy rozbrzmiewającej skrzekiem egzotycznych ptaków i szmerem skrytych pośród liści zwierząt. Za ich plecami znajdowało się zawalone wejście do pieczary w zboczu skalistego wzgórza. Przez jakiś czas bogowie przedzierali się przez gęste poszycie aż dotarli do położonej na rozległej polanie wioski.
Wioska wydawała się opuszczona. To Vera pierwsza spostrzegła ciała. Zaraza musiała przejść dopiero niedawno, gdyż trupy były jeszcze świeże mimo panującej spiekoty. Dziwne, że nie dobrały się jeszcze do nich padlinożerne zwierzęta, widocznie jednak mięso ofiar zarazy było dla nich trucizną. Vera spoglądała ze smutkiem na spustoszoną wioskę.
Mieszkańcami byli czarnoskórzy ludzie o krótkich kręconych włosach. Niektóre ciała przystrojone były licznymi świecidełkami - kolczykami, pierścieniami i wisiorkami.
W centrum wioski Vera i Revar natknęli się na umierającego mężczyznę. Spojrzał na nich wzrokiem, w którym nie było już strachu. - O wielcy! Przybyliście, aby zabrać mnie do Uth?
- Co to jest Uth? - zapytała Vera.
Mężczyzna spojrzał na nią zdumiony. W gardle coś mu zabulgotało.
- Uth to miejsce gdzie odchodzą zmarli. Kraina Szczęścia.
Vera pokiwała głową. Kraina gdzie odchodzą zmarli. Takie miejsce byłoby potrzebne w Ramarze, aby dusze nieszczęśników nie błąkały się bez celu całe wieki, tak jak stanie się to z duszą tego śmiertelnika. Vera wiedziała bowiem, że w świecie w którym się znaleźli nie ma Krainy Szczęścia. Posiadła bowiem dar widzenia dusz nawet w postaci ameane i dostrzegała liczne, rozpaczające po stracie ciała dusze ofiar zarazy w wiosce.

Komentarz: Musicie przyznać, że ameane brzmi bardziej tajemniczo niż awatar. Oznacza jednak dokładnie to samo, hehe. :D
 

Nic wszakże nie rzekła umierającemu, nie chcąc psuć jego marzenia. Revar jednak uśmiechnął się, widząc cierpienie na twarzy człowieka. Uwielbiał patrzyć na cudzą boleść. Dostał polecenie od swego pana, Savusa, aby spróbował zniszczyć lub zamknąć w obcym świecie któregoś z bogów Ramaru, gdy przejdą przez wrota. Teraz nadażała się okazja, gdyż był z Verą sam na sam.
- Vero, zostań z tym człowiekiem i spróbuj dowiedzieć się od niego czegoś o tym plemieniu zanim umrze, ja tymczasem poszukam innych śladów obecności istot rozumnych - powiedział.
Vera spojrzała na niego dziwnie, skinęła jednak głową. Revar zaś udał się początkowo na południe, później zaś okrężną drogą wrócił do bramy wiodącej do Pakaraanu. Szybko przeszedł do Sali Tysiąca Luster, odwrócił się za siebie i wzniósłszy prawą dłoń uderzył pięścią w lustro Eard.
Lustro rozpadło się na miliony drobin. Ostre odłamki skaleczyły Revara i rany na jego prawej dłoni już nigdy nie miały się zagoić i dokuczać mu będą aż się czas dopełni.

Haddan

Kenae i Faur przeszli przez lustro do kraju nazywanego Haddanem Wysokim. Zaiste leżał bowiem na płaskowyżu wznoszącym się wiele staj nad powierzchnię mórz. A zamieszkiwały go zadziwiające istoty - małe niczym ludzkie dziecko w wieku pięciu lat, obdarzone iskrzącymi musimi skrzydełkami.
Komentarz: No i właśnie przypomniałem sobie, że w Ramarze istnieją także hadowie/haddianie początkowo nazywane skrzatami. Jeden z graczy nawet grał skrzatem (do tego zdaje się strasznym okrutnikiem). Początkowo miały to być odpowiedniki hobbitów, kenderów, aktualnie to raczej dziwna rasa żyjąca w rojach jak owady i zamieszkująca egzotyczne krainy.
Istoty otoczyły Kenae i Faura i zaprowadzili ich, świergocząc we własnym języku, do Matki Roju. Bogowie nie stawiali oporu, nie chcieli bowiem zezłościć maleńkich istot. Faur z zachwytem podziwiał czyste powietrze zielonej krainy i krążące w powietrzu ptaki, owady i hadów - jak nazywały siebie skrzydlate istoty.
Gdy hadowie prowadziły bogów do Matki mijali po drodze rozległe pastwiska wielkich, podobnych do ogromnych stonóg, obdarzonych twardym wierzchnim pancerzem, N’nadów. Mijali także plantacje żółtych kwiatów o imponujących kielichach roztaczających wokół słodką woń, a wszędzie uwijały się w pocie czoła maleńkie postaci.
Wreszcie Kenae i Faur stanęli  w Wiklinowym Pałacu zwanym przez hadów F’no’ga przed obliczem Matki Roju, Se’lltah. Matka była istotą zgoła inną od swych poddanych. Nie miała skrzydeł i jedynie jej twarz przypominała ludzką, zaś tam gdzie powinno się znajdować ciało skrzata widniał ogromny odwłok wielkości kilku domów jakie widzieli bogowie na zewnątrz i zajmujący większą część pałacu.
Odwłok umożliwiał Se’lltah składanie setek jaj dziennie, a z każdego jaja, nad którym czułą opiekę roztaczały pomocnice królowej, wykluwał się jeden had.

Odpowiedzi



Wow, niezły overkill

Wow, niezły overkill ;-).

Rozumiem pasję i miłość do własnego tworu, ale czemu to miało służyć ? Jako opowiadanie w świecie jest za nudne, na przypowieść czy legendę się nie nadaje bo brakuje przewrotnego finału, do gry jest nieużyteczne (jak większość dawnej historii) ...

Humm, możliwe że chciałeś przebić Silmarilion rozmachem. Z całości najlepsze są autorskie komentarze, które z niewiadomych przyczyn strasznie mnie bawią ;-)



Sam nie wiem czemu to miało

Sam nie wiem czemu to miało służyć, ot, pisałem sobie i się to rozrosło. Bardzo heartbreakerowo. Publikuję, bo niektórzy pisali, że są zainteresowani, ale sam mam wątpliwości. ;)
Praktycznie większość z tego co mam spisane do gry się zbytnio nie przydaje, chociaż z tych legend często wywodziłem potem scenariusze (chociaż raczej tych późniejszych). Rzeczy przydatne do gry zawsze siedziały wyłącznie w mojej głowie (było o tym trochę w jednej z poprzednich części).



Mnie się motyw z krainą

Mnie się motyw z krainą luster podobał, tekst trochę szorstki, ale kilka godzin ze skalpelem uczyniłoby z niego piękność.
Heartbreaker (pojęcie) coraz bardziej mi się kojarzy z dziełem życia, nie tylko z konkretną grą - najlepszym przykładem pozostaje, dla mnie, J.R.R Tolkien - pomyślcie, gdyby za jego czasów znano RPG, co on by wysmażył :D
Magnes - pisz dalej bardzo przyjemnie się czyta i człowiek prócz wrażeń estetycznych nabiera dystansu do "własnego świata".