wieza.org | Bagno | Baza gier | Planeta blogów | Muzyka | Autorskie | Studnia | Czat
Zaloguj się | Zarejestruj się

Ramar VII: elfy, smoki, zdrada i o grze w księstwie Tiranu

wiadroawatar

W poprzedniej części zanudzałem was opowieścią o sali tysiąca zwierciadeł. Dotychczas kopiowałem po prostu i trochę poprawiałem fragmenty z moich starych dokumentów, ale jak widzicie było to trochę rozwlekłe, postaram się teraz dokonać pewnych skrótów i streszczeń, żeby akcja posuwała się do przodu nieco szybciej. Komentarze chyba bardziej samokrytyczne niż zwykle, więc kogo bawiły poprzednio, teraz też może się na nich skupić, jeśli nudzi go reszta tekstu.
Oprócz dalszej części historii tym razem, na drugiej stronie także o księstwie Tiranu, jako miejscu rozgrywania scenariuszy, czyli chwilowy powrót do teraźniejszości.

Mam również dwa dokumenty, które są bardziej przydatne i chciałbym je kiedyś udostępnić w wersji elektronicznej - o nich na końcu.

Jak pewnie pamiętacie bogowie Ramaru wyruszyli na poszukiwanie Wzoru Życia przez trzy różne bramy. Vera została uwięziona w jednym ze światów - konkretnie Eard przez Revara.  Pozostała ostatnia z bram - Izaver.

Herrea - Lesista Ziemia

Brama Izaver została stworzona przez Natei - która przeszła na drugą stronę razem z Barią, Loną i Padanem. Prowadziła na rozległą równinę z jeziorem, które Lona nazwała Rivienn - co znaczy Błyszczące. Natei zachwyciła się pięknem natury i rzekła: "Ja znalazłam Wzór". Baria, Lona i Padan poszli jednak górską ścieżką i dotarli do ogromnego lasu zwanego Ilinadien.

Komentarz: Tak, dobrze się domyślacie, nadużywanie końcówek -ien oznacza, że gdzieś w pobliżu czają się elfy. ;)

Natknęli się tam na plemię elfów, fionów. Ulitowali się nad losem tułaczy, którzy zostali wygnani z ojczystego świata i zaproponowali im dom w Ramarze, ale elfy odmówiły twierdząc, że tutaj jest im dobrze.
Natei, której pilno było wrócić do Ramaru, stworzyła w świecie Herrei nad jeziorem Rivienn bliźniaczą bramę Izaveru, która prowadziła z powrotem do Ramaru i wróciła przez nią, aby realizować znaleziony Wzór.

Iórel fir’Savus - Pierwszy Czyn Nienawiści Savusa

I zdarzyło się tak, że dnia pewnego powrócili do Ramaru najpierw Natei z Lesistej Ziemi, potem Kenae, Faur i Revar z Pakarraanu. Zapłakała matka Aglae, gdy usłyszała o śmierci najmłodszej córki, zacisnął zęby Solis słysząc te słowa. A Natei powędrowała na daleką północ, by tam na czas pewien pozostać w samotności.
Później wrócili Lenaris z dwoma córami, Savus, Torrax z ludem Hassian i Minarra z plemieniem Minarów.
Lenaris słysząc o śmierci siostry, rzekł tylko: „Kolejny smutek” i wyminąwszy pozostałych, ruszył samotnie na pustkowia.

Komentarz: I tak o to pojawił się pierwszy bóg emo. :D Ciąć się nie będzie, grzywki nie zapuści, ale poza tym wszystko pasuje.

Torrax dla swego ludu rozpalił ognie Ramaru, przygotował wulkany i pola lawy, zamieszkał wśród nich i nauczał Hassian rzemiosł.
Minarra zmroziła bieguny Ramaru i na północy stworzyła miejsce dla Minarów. Natei długo siedziała w milczeniu. Wreszcie wstała i rozpoczęła swoje dzieło. I tak na Ramarze pojawiły się puszcze i trawiaste równiny, a wkrótce zjawiły się także zwierzęta. Faur sprowadził ptaki i owady.
Upłynęło wiele lat, i dorosła już córka Lenarisa, Mea osiągnęła pełnię mocy i rzekła: „Pusty i jednostajny jest ten świat”. Następnie stworzyła morza i rzeki, jeziora i sadzawki. Na skalistych zboczach perliły się górskie strumyki, rośliny porosły bujniej i piękniej. Wtedy też powstały kontynenty i siedziba Mei - Ocean Powagi.

Komentarz: Nazwa koniecznie do zmiany, bo jeszce wygram konkurs na najbardziej nadętą nazwę oceanu.

Lenaris zbudował pośrodku Ramaru ogromny pałac, w którym zamieszkali bogowie. Baria, Lona i Padan do tej pory nie wrócili, więc zaniepokojony ich losem zwołał naradę. Zebrali się dostojni w Pałacu Lenarisa i zasiedli w milczeniu przed jego srebrnym tronem. Postanowili wyruszyć na poszukiwanie zaginionych. Torrax i Minarra odmówili udziału, tłumacząc się potrzebą opieki nad swymi ludami. Natei bała się, że pod jej nieobecność coś może zakłócić harmonię natury i także odmówiła. Mei nic nie rzekła, tylko odeszła z pałacu, by wrócić do mórz i oceanów zawsze bowiem była kapryśna i zmienna.
Lenaris spojrzał na pozostałych, a byli to: Kenae, Faur, Savus i Revar. Solis i Aglae już wtedy nie wtrącali się w sprawy Ramaru, a Kae nie była obecna, gdyż od pewnego czasu opadły ją tajemnicze lęki i czasem dopadał dziwny atak wściekłości i strachu jednocześnie. Lenaris zaczął się obawiać, czy choroba matki nie udzieliła się córce.
- Ja mogę iść - rzekł Faur, choć jego serce rwało się raczej ku powietrznym szlakom. Lubił pod postacią albatrosa godzinami szybować w powietrzu, rozkoszując się świeżością wiatru.
Savus dostrzegł wahanie i postanowił je wykorzystać na swą korzyść.
- Fluar wolałby pewnie pozostać wśród swoich stworzeń, ptaków i owadów, nie odbierajmy mu tej radości. Ja pójdę - rzekł.
- I ja - zaoferował się Revar. - Chcę pomścić Verę - dodał ze złym błyskiem w oku.
- Ja także pójdę - powiedziała Kenae, gdyż nie ufała Savusowi i Revarowi, a miała dar wyczuwania cudzych intencji i uczuć.

Kiedy Savus, Revar i Kenae znaleźli się naprzeciwko jeziora Rivienn panowała noc i Kenae wypatrzyła w mroku światła ognisk. Było to obozowisko elfów, wśród których zatrzymali się Baria, Lona i Padan.
Okazało się jednak, że wszyscy bogowie przebywają w zachodnich lasach na wielkiej uczcie u plemienia Ilinadien.
Kenae udała się tam wraz z kilkoma przewodnikami, Savus zaś i Revar zostali z elfami.
Zdarzyło się dnia pewnego, że elfy wybrały się na polowanie, zaś Savus i Revar zostali sami w niemal pustym obozie.
Rzekł tedy Savus do sługi: - Przynieś mi młot który widziałem w tutejszej kuźni.
- Cóż chcesz z nim uczynić? - zapytał Revar.
- Zobaczysz - odparł Savus. Gdy zaś Revar wrócił z młotem, bóg wziął i rozbił kryształ, w którym przechowywał smocze plemię.
I zapłonęły piękne lasy wokół jeziora Rivienn, a elfy drogo zapłaciły za ugoszczenie Savusa. Nikt z tego plemienia nie przeżył pogromu, jakiego dokonały smoki.
Dymy były doskonale widoczne z puszczy Ilinadien, gdzie przebywali Lona, Baria, Padan i Kenae. Ruszyli więc na czele elfów do doliny Rivienn. Gdy zobaczyli zniszczenia, jakie się tam dokonały, załamali ręce, ale Kenae zapytała:
- A gdzie podziali się Savus i Revar?
- Czy ich także dosięgła pożoga? - zapytał Padan.
Kenae nic na to nie odparła, w zamyśleniu pokręciła głową, bo zaczynało się w niej rodzić podejrzenie. Tymczasem Savus wraz ze smokami, pod postacią jednego z nich, uciekł na wschód.
Spalił trawy na pięknych równinach Taradien, gdzie mieszkała ze swym plemieniem Lona i wymordował wielu dzielnych elfów. Większa część plemienia ostrzeżona przez dymy z zachodu zdołała uciec na mokradła Korrad, gdzie smoki nie były w stanie ich wypatrzyć, a nie mogły spalić wilgotnego kraju. Savus wystraszył się, zrozumiał bowiem, że wszyscy czterej bogowie znajdują się teraz razem. Nie wiedział też, czy znajdują się nadal w lasach Ilinadien, czy też wyruszyli gdzieś indziej.
Zaczaił się więc daleko na wschodzie, ponieważ jednak nie mógł wytrwać w bezczynności, zostawił smoki w górach pod wodzą Revara, sam zaś wrócił zbadać sytuację.
W lasach Ilinadien natknął się na ocalałych elfów i czwórkę bogów. Wpadł niespodzianie do sali, gdzie się naradzali, strażnicy nie śmieli go zatrzymać.
- Smoki! - zakrzyknął od progu. - Bestie ogniste spadły z nieba niczym gromy. Spaliły domostwa, spopieliły rośliny. Revar wpadł w ich ręce!
- Savusie! - zakrzyknęła Kenae. Tak doskonale udawał przejętego, że wyzbyła się chwilowo podejrzeń względem niego. - Cóż za wieści nam przynosisz?
- Nieszczęścia starsze spadły na kraj elfów! Widzieliście owe stwory?
- Kogo, Savusie? - Lona pobladła.
- Smoki! Bestie ogniste - rzekł ochryple Savus. - Strzeżcie się. Posiadają potężną moc. Nie byłem w stanie ich powstrzymać, gdy napadły na piękną dolinę Rivienn.
- A Grevar? Gdzie on? - zapytał Padan.
- Mówiłeś, że go porwały? - Baria wstała.
- Uniosły go w swych szponach. Kto wie, czy nie są zdatne, by zadać mu śmierć? Próbował powstrzymać największego z nich przed wdarciem się do doliny i wtedy spowił go ogień. A jego ciało porwała bestia i uniosła na wschód.
- Mój lud! - Lona także wstała i zacisnęła dłonie. - Teraz już wiem, że dymy na wschodzie to płonące równiny Taradien! Biedny mój lud!
- Może nie jest jeszcze za późno - kłamał Savus. - Twoje elfy mogły umknąć ognistym bestiom. Kto wie?
- Muszę ruszać!
- Ale nie sama - rzekł Padan.
- Właśnie - rzekł Savus. - Ruszajmy na wschód. Jeśli nie jest za późno, być może uratujemy plemię Lony, a jeśli stało się najgorsze, musimy spróbować zniszczyć zło, które zalęgło się we wschodnich górach i odbić Revara, mego przyjaciela, z ich rąk.
- Jeśli zdołamy - zauważył świadomie Padan. - Opisałeś nam te bestie jakby były niemal równe nam mocami.
- Może to słowa istoty przestraszonej poniesioną klęską, ale stwory są wielkiej potęgi. Niektóre spośród nich potrafią zmieniać powłokę, jak my to czynimy, przyjmują wtedy ludzką postać i paliły domostwa samym wzrokiem. Jednak z nadzieją, czy bez niej, powinniśmy ruszać.
- Odważne to słowa - skinęła głową Baria.
- Zaprawdę ruszajmy póki czas, zaklinam was - krzyknęła Lona.
Kenae siedziała zamyślona i cicha na uboczu. Dopiero teraz się odezwała.
- A kto obroni elfie plemię, jeśli smoki zaatakują podstępem, gdy będziemy w drodze? Kto obroni Fionów przed ich przeznaczeniem? Wszak powiedziano elfom i powtórzyli mi te słowa: „Odejdźcie precz i niech ogień pochłonie wasze plemię”. Tak im mówiono w różnych światach i po wielokroć. Tutaj myśleli, że znaleźli wreszcie ostoję, a okazało się, że miast niej napotkali swój Los.
- Zatem niech choć jeden z nas zostanie - rzekł Savus. - Ja zostanę - rzekł.
- Nie - Lona pokręciła głową. - My musimy pomścić elfów, ty ratować przyjaciela. Niech Kenae pozostanie.
- Tak właśnie zrobię - rzekła Kenae. Zastanawiała się skąd okrutne bestie wzięły się w świecie opisywanym przez elfy jako tak łagodny. Długo jeszcze myślała nad tym po odejściu pozostałych, przechadzając się wśród ocalałych Fionów. Coraz bardziej żałowała, że nie wyruszyła z pozostałymi. Mijały bowiem lata, a bogowie nie wracali i nawet ptaki nie przynosiły o nich wieści.

A było tak, że długo podróżowali Baria, Lona, Padan i Savus. Nim dotarli do równin Taradien zatrzymali się w kotlnie, z której było tylko wyjście.  Savus rzekł, że wyczuł jakieś niebezpieczeństwo i wyruszył na zwiady. Powrócił zaś dni trzy razy po trzy i jeszcze jeden później na czele  poddanych smoków w ludzkiej postaci, a każdy niósł ostrza z kynitu, który Revar znalazł wśród górskich grot. W ten sposób zginęli Baria, Lona i Padan, bogowie Ramaru, a Savus zaśmiał się triumfalnie.
 
Komentarz: kynit jakby ktoś nie pamiętał, to magiczny kamień występujący w wielu odmianach. Jak widać całkiem przydatny. :P

Ciała przebite ostrzem z kynitu nie wypuszczały duszy, które w efekcie rozpływała się w nicość. Savus natychmiast odebrał ostrza z kynitu wszystkim smokom, a nawet Revarowi. Trzy miecze, od których zginęli Baria, Lona i Padan pozostały wbite w martwe ciała, jeden wziął dla siebie Savus, a resztę zniszczył.
Smoki ruszyły na puszczę Ilinadien.

Kenae ogarnęło pewnego dnia złe przeczucie i nakazała elfom gotować się do drogi. Nie pytały o nic, gdyż pokochały ją i słuchały niczym matki. Zwały ją Fiellennelde - co w ich języku znaczy Matka Fionów. Zabrały najbardziej potrzebne rzeczy. Wieczorem łuna rozświetliła horyzont na wschodzie i Kenae już nie zwlekała, tylko zaprowadziła elfów nad jezioro Rivienn. Tutaj kazała im czekać, pokazała też jak w razie niebezpieczeństwa uaktywnić bramę. Sama zaś odeszła na wschód.
Gdy wróciła do Ilinadien leśne miasto stało już w płomieniach atakowane przez smoki. Zdziwił się Savus widząc, że jest opustoszałe, pozwolił jednak poddanym palić opuszczone siedziby elfów, nie miał bowiem nad nimi nigdy pełni władzy.
Kenae zaś przemknęła się niczym cień między smokami i pod postacią białoskrzydłego ptaka odleciała na wschód. Tak dotarła do doliny w której zginęli Baria, Lona i Padan. Zapłakała, gdy spostrzegła jaki spotkał ich los. Wyjęła z ciał okrutne ostrza, ale było już za późno. Przyjrzała im się dokładnie i rzekła:
- Znalazłam Wzór. On pozwoli mi się zemścić - zyskała już pewność, że Savus jest winowajcą, nie była tylko pewna, czy Revar także, czy też spotkał go los nieszczęsnej trójki.
Udała się dalej na wschód i znalazła w górach kopalnie kynitu, poznała budowę magicznego kamienia. Savus w tym czasie zatrzymał się w dolinie Rivienn, wściekły z powodu ucieczki elfów przez bramę do Ramaru.
W końcu jednak postanowił wrócić w góry do kopalń. Jakaż była wściekłość Savusa, gdy okazało się, że Kenae zniszczyła wszystek kynit. Bogini zaś odnalazła niedobitki ludu Lony, który żył na bagnach i poprowadziła go w stronę bramy.
W dolinie jeziora Rivienn stoczyła słynną bitwę, którą elfowie sławili później w pieśniach. Zdołała uciec wraz elfami, w starciu wszak z uzbrojonym w miecz Savusa Revarem straciła prawą dłoń. Nauczyła się później dzierżyć różdżkę, która stała się jej atrybutem w lewej ręce, nigdy też nie wybaczyła ni Savusowi, ni Grevarowi, a ogień odtąd płonął w jej oczach.

Komentarz: Posągi jednorękiej boginii zdobią dzisiaj wszelkie większe szkoły magii.

Tak kończy się pierwsza część historii - Aglaemonde. Czyli mój pierwszy plik. Następna część to era spokoju, przed wielkim wydarzeniem, które spowodowało wielką wędrówkę ludów - Spaleniem. Jest to obawiam się kolejna historia, która nijak nie jest potrzebna do gry. Tam jednak następuje jednak wyjaśnienie całego tła - czyli skąd wzięły się ruiny morskiego ludu Vajalów, skąd pochodzą rasy Tabbian, Vitroxian, czy krasnoludy, a kończy się historią Surila Ehkara - osobnika, który raz niejawnie pojawił się na sesji i może być potężnym NPC. Jakim cudem, skoro żył tysiące lat przed czasem gry? Cóż, jeśli chcecie się przekonać, to, hehe, będziecie musieli wytrwać.

Na drugiej stronie napiszę o księstwie Tiranu oraz dwóch plikach z danymi, które może upublicznię niedługo na jakimś wiki, sam nie wiem.

Odpowiedzi



 Determinacja magnesa jest

 Determinacja magnesa jest niczym obelisk. Ogromna. Nie do poruszenia.



Zacząłem, to kończę. Jeśli

Zacząłem, to kończę. Jeśli nie chcesz, żeby pojawiało się na Studni, uważasz, że jest niepotrzebnie, napisz otwarcie, nie elipsami. Powstało to wszystko dawno temu, dlatego teraz nie kosztuje mnie dużo pracy wrzucanie tutaj kawałków, ale jeśli nikogo nie interesują, to nie będę. :) Zresztą jest opcja głosowania, zapraszam.



 To nie była drwina a wyraz

 To nie była drwina a wyraz podziwu. Gdybym to ja miał tyle samozaparcia to lewiatan byłby już pewnie na ukończeniu. Drwią tylko ci którzy nigdy nie próbowali i nie wiedzą jaka to cholernie ciężka praca (a nie sama zabawa).

PS
Nie myślałeś nad jakimś nie standardym mechanizmem grania kampanii w którym byłaby dopuszczona możliwość zmiany przeszłości poprzez wcielenie się w pewne postacie historyczne? Oraz odgórne ustalenie finału pewnych działań poprzez opisanie przez gracza zapisków z archiwum albo wspomnień napotkanych bn? Chodzi mi o taką sieć powiązań zamieniających rpg w grę na pół strategiczną a na pół narracyjną. 



Aha, problem jest, że ja to

Aha, problem jest, że ja to zaparcie miałem, ale 10 lat temu. Teraz to już tylko nostalgia. :)
Mechanizm grania kompanii - kombinowałem nad czymś takim. Dopuścić granie w dowolnej epoce historycznej, zmienianie historii, wpływanie na dzieje świata. Pewnie jakieś indie by to musiało być. Może z kartami zamiast kostek (jak w Złym), nie wiem.



 Karty... nie karty. Bardziej

 Karty... nie karty. Bardziej istotny jest ogólny zarys. Powiem ci że bardzo podoba mi się taki pomysł - można by grać i 50 razy w tą samą kampanię i za każdym razem okazywałoby się że to coś zpełnie innego.