wieza.org | Bagno | Baza gier | Planeta blogów | Muzyka | Autorskie | Studnia | Czat
Zaloguj się | Zarejestruj się

Ramar XV: Ostatnie legendy, koniec Ery Popiołu

wiadroawatar

Dotarliśmy wspólnie do końca opisu historii i legend Ramaru. Obiecuję, że sklecę z tego kiedyś PDF. Zdradzę też, że zacząłem spisywać podręcznik Ramar RPG, żeby dołożyć własną cegiełkę do zbioru typowych heartbreakerów fantasy.
Gdy zakończę cykl o historii postaram się jeszcze na Studni zamieścić jakieś teksty na temat wybranych motywów z pozostałych, pominiętych dotychczas plików i zeszytów - jako ciekawostkę.
Przejdźmy jednak do ostatnich legend Ramaru...

Suril Odrodzony – Dian ia’Suril

Gdy nieszczęście Spalenia dotknęło Ramar, ciało Surila, który toczył magiczny pojedynek z Kae o panowanie nad Potęgą Ognia, pochłonęły płomienie. Jego dusza opuściła zniszczone ciało, nie mogła jednak udać się do Eamaru, gdyż woda Mętnego Stawu Fenagar gasiła płomień. Dusza Surila zraniona umknęła w Pustkę i tam przebywała z oddalenia obserwując Sordar.
Żył zaś w 1523 roku (od upadku Kronu) w Volkanionie pewien gigant, zwany przez znajomych Nieświadomy. Niektórzy mówią, że był ostatnim potomkiem czystej rasy kiriaków, którą dotknęło skażenie wywołane Spaleniem. Nieświadomy odnalazł w ruinach Sartoxu, dawnej metropolii gigantów przedmiot należący ongiś do Surila – a był to Czarny Savril, przeklęty miecz elfiego zdrajcy.
Nieświadomy zaniósł miecz do Kiriaxu, gdzie dał go swemu przyjacielowi, elfowi Dianteoe. Dian wsławił się wielkim męstwem i przez długi czas używał Czarnego Savrila, niosąc śmierć złym istotom, jakie coraz częściej pojawiały się na polach Rokinionu. Mówią, że dusza przeklętego miecza przywołała swego pana. Suril przybył i stopniowo zlał się z Dianem przejmując jego ciało.
Tak oto powrócił Suril Odrodzony na powierzchnię Ramaru. Udręka nie miała dla niego końca.

Komentarz: Od tego czasu dusza Surila przenosi się z ciała do ciała, zazwyczaj przekazując także Czarny Savril. Poprzedni właściciel ciała nie znika kompletnie, ale jego umysł zlewa się z umysłem dawno zmarłego elfa.

Mae i Keven

Zdarzyło się pewnego razu, że Mae zapragnęła dziecka. Wezwała więc morskie sztormy, by sprowadziły jej na wybraną wyspę partnera. I stało się tak dnia pewnego, że na wyspie zaginionej na obszarze oceanu rozbił się statek Białego Opiekuna.
Keven, czekając aż jego rzemieślnicy naprawią statek, wybierał się na samotne wyprawy w głąb lądu, żałując, że w tej postaci nie dysponuje pełnią boskich mocy. Znalazł zatokę wcinającą się głęboko w środek wyspy. Woda była tam tak przejrzysta i błyszcząca, że Keven wskoczył do niej i pływał beztrosko po powierzchni.
I usłyszał wtedy Keven śpiew przecudny, brzmiący jak dźwięk tysięcy konch. Zasłuchany popłynął w kierunku dźwięku, który dobywał się z głębin. I nagle coś pociągnęło go ku dnu, potężna siła, której nie był w stanie się oprzeć. Okazało się, że istotą, która go tu sprowadziła była syrena o morskich oczach i koralowych ustach.
Statek został naprawiony i marynarze zaczęli się niepokoić długą nieobecnością swego pana. Wyruszyli więc, aby go poszukać, i znaleźli uśpione ciało Kevena na brzegu zatoki. Bóg zbudził się dopiero na pokładzie statku.
Mówi się, że od tamtego czasu zawsze z tęsknotą spogląda w morze, a gdy słyszy krzyk mew, uśmiech gości na jego zazwyczaj ponurej twarzy.
Dziewięć miesięcy później powiła Mae w morskich głębinach bliźniaki – Maetae i Igrindasa. Maetae szybko stała się podobna matce. W jej sercu tkwił jednak ten sam niepokój, który gnębił jej ojca. Maetae była niezwykle przywiązana do Igrindasa. Często bawiła się z bratem w morskich głębinach.
Matka nigdy nie pokazała im Eamaru, ani nie zdradziła prawdy o Zaświatach. Pewnego razu, w roku 1419 (od powstania Imperium Kronu), gościł w podwodnym domu Mae sam Lenaris. Przybył w odwiedziny zaniepokojony pogłoskami o rozszerzaniu się wpływów zła na świecie. Lenaris dotknął twarzy Igrindasa i powiedział do Mae: Ciężki czeka go los. Rozterka między pójściem w ślady ojca, a obraniem własnej drogi.
Mae zmartwiała, nie wiedziała bowiem, czy Lenaris wiedział, kto jest ojcem Igrindasa, czy też nie.
- Nieszczęsny to był wybór, moja córko. Zbyt bliskie łączy was pokrewieństwo. Dzieci odpokutują za twój błąd.
Nic więcej nie powiedział Lenaris, a Mae pożegnała go sucho.

Komentarze: kazirodztwo jest tutaj dość okrutne, bo Mae jest ciotką Kevena. Muszę jednak zaznaczyć, że to nie był mój pomysł... a po prostu przypadek. O tym, że są spokrewnieni przypomniałem sobie dopiero po napisaniu pierwszych akapitów. Postanowiłem jednak historię zostawić niezmienioną, więc trochę tutaj także mojej winy. ;)
Aha, Mae w tym momencie nie wiedziała jeszcze, że ojcem dzieci jest Keven, o tym dalej.
 

Porwanie Dzieci Mae

Gdy Lenaris odpłynął, Mae ponownie udała się na powierzchnię. Wcześniej nie interesowała się, kto jest ojcem dzieci, ale teraz rozpoczęła poszukiwania. Szybko usłyszała o opiekunie Organizacji Białego Kiru. Udało jej się odnaleźć Kevena i spojrzeć mu w twarz.
Wydawało się, że bóg jej nie poznał, ona jednak rozpoznała kim jest i zrozumiała, że Lenaris miał rację – zbyt bliskie łączyło ich pokrewieństwo. Keven był synem jej siostry.
Zrozumiała swój błąd, więc szybko wróciła do podwodnego domu. Postanowiła tutaj ustrzec dzieci wyrodnego związku przed losem zgotowanym im przez przeznaczenie.
Zakazała im opuszczać dom i pilnowała jak oka w głowie. Nakazała służącej – delfinowi Llanall – aby opiekowała się Maetae i Igrindasem podczas swej nieobecności, sama zaś udała się do Eamaru. Odwiedziła tutaj swoją ciotkę Aniannę z zamiarem zapytania o radę.
Gdy Mae przybyła do Wieży Wyboru, Tkaczka Losu zapłakana wplatała nici w gobelin. Nie chciała wytłumaczyć morskiej bogini, co ją tak zmartwiło. Na pytanie Mae odparła:
- Próbując zapobiec przeznaczeniu, przyczyniasz się do jego wypełnienia.
Nie chciała powiedzieć nic więcej i Mae opuściła Wieżę w gniewie, pokłóciwszy się także z Verą.
Llanall strzegła dzieci podczas nieobecności Mae, dopóki nie zaatakował jej podstępnie wąż morski i nie zmusił do ucieczki. Wąż porwał dzieci i udał się w stronę powierzchni. Straszna była rozpacz i wściekłość Mae, gdy dowiedziała się o tym. Llanall nie przeżyła złości swojej pani.
Od tego czasu delfiny odwróciły się od Mae i opuściły jej dom. Burze szalały na wszystkich morzach Ramaru tego dnia, 12 listopada 1482 roku. Wreszczie Mae uspokoiła się i ruszyła na poszukiwania.

Getianaen – Spadkobierca Getycji

Wąż Morski zaniósł dzieci na brzeg morza, gdzie pierwszy raz ujrzały ląd. Stwór zamienił się w Białego Opiekuna i wyznał im, że jest ich ojcem. Maetae płakała i nie dała się uspokoić, ale Igrindas z uwagą słuchał wszystkich słów rodziciela.
Keven zaprowadził dzieci do Siedziby Białego Kiru – miasta Baalnar w Femerii. Pokazał Igrindasowi jak korzystać z odziedziczonych mocy. W przyszłości chciał postawić syna na czele organizacji, a samemu powrócić do Eamaru.

Komentarz: Na starych mapach Femeria to kraj na dalekim wschodzie. Zapewne jednak przeniosę siedzibę Białego Kiru gdzieś bliżej Księstwa Tiranu, aby gracze mieli szansę tam dotrzeć.

Maetae nie chciała słuchać ojca. W Baalnarze była samotna i smutna, morze mogła bowiem zobaczyć tylko z daleka – z okien wieży. Jedyną osobą, która zrozumiała, jak się wydawało, jej smutek był Kalarino.
Prorok był wtedy niewiele starszy od niej. Mówiono, że był odrodzonym Set-Kalarino – jego trzecim wcieleniem od czasu założenia Organizacji Białego Kiru. Córka bogini zaprzyjaźniła się z Set-Kalarino, który czując w niej bratnią duszę (w rzeczywistości był jej kuzynem), pomógł jej w ucieczce. Na pamiątkę po sobie przekazał jej swój czarny amulet.
Maetae uciekła z Baalnaru i udała się daleko na zachód do nękanej ciągłymi wojnami Getycji. Regentem Getycji był wtedy, po śmierci króla Valdemira III (1420–1484), 18-letni Azja Tajjan, przybysz z Patriarchatu Ea (dawne tereny Ealocji, teraz rządzone przez drapieżną oligarchię Czarnej Roty).
Maetae przygarnął do swego domu Lian Ekmo. Gdy kolejna wojna z Imperium Roty – Rotakardem - skończyła się dla Getycji tragicznie, Lian Ekmo stanął na czele partyzantów walczących z reżimem Mistrza Kręgu Silvanora.
Azja cudem uszedł z życiem z ostatniej z bitew. Ciężko ranny ukrył się w domu Liana, gdzie Maetae uleczyła jego rany. Młodzi przypadli sobie do serca i w ciężkich dla Getycji czasach wzięli ślub zgodny ze starymi tradycjami.
Urodził im się syn, którego nazwali Getianaenem, czyli Spadkobiercą Getycji.

Íidius ia’Tanya

A zdarzyło się tamtymi czasy, że przybył do Sordaru eatar (bóg) Íidius ia’Tanya. Przez pewien czas tułał się po Ramarze zaciekawiony światem. Napotkali go razu pewnego kapłani Moire Roty, a był wśród nich stary Estedamus zwany Kyantarem, co znaczy Pajęcza Sieć, bowiem wokół ofiar rozsnuwał siatki szpiegów i przekupionych służących, aby wpierw dowiedzieć się o nich wszystkiego.
Szpiedzy nie mogli jednak upilnować Íidiusa, który zwinnie unikał pajęczych sieci Estedamusa Kyantara. Nakazał więc kapłan przyprowadzić do siebie tajemniczego nieznajomego, zaintrygowała go bowiem ta osoba, a i Savus był zaciekawiony jego poczynaniami, gdyż Íidius, gdziekolwiek się zjawiał, opowiadał niestworzone, fałszywe historie, które pozwalały mu, także od kapłanów Moire Roty wyłudzić pieniądze, wolność, aby oddawać ulubionym rozrywkom. A niewyszukane to były zabawy, choć wymagające sporych nakładów finansowych.
Sprowadzono więc Íidiusa przed oblicze Estedamusa w Starym Grodzie, dawnej stolicy Rutarii, gdzie kapłan ów pełnił rolę małomistrza Roty.
– Kimże jesteś? – zapytał Estadamus.
– Jestem Íidius zwany Szlachetnym, musieliście o mnie słyszeć, panie – odpowiedział eatar. – Sława moja daleko sięga, ale nie tak daleko jak pieśni, które opiewają wielkość małomistrza arcykapłana Roty, przyszłego patriarchę Estadamusa Kyantara zwanego Niezwyciężonym, w którego sieci wpadło już tyle niebezpiecznych wrogów Moire Roty, że zliczyć nikt nie poradzi.
Tak to właśnie mówił Íidius, a mowa jego gładka była, słowa lepiły się cukrem, zdania opływały słodyczą. Ale doświadczone ucho Estadamusa nie dało się zwieść, ujrzał stary kapłan, że Íidius może oddać wielkie zasługi Moire Rota i nakazał go zatrzymać.
Íidius bez problemów wyśliznął się strażnikom i pomknął w stronę drzwi ze śmiechem na ustach. Tutaj radosny chichot urwał się jak ucięty nożem. W drzwiach zatrzymał go stary niczym drzewo rosnące w borze od tysięcy lat, pomarszczony jak kora na pniu stuletniej sosny kapłan.
– Witaj eatarze Íidiusie – powitał go zachrypłym szeptem, który przywodził na myśl trzask łamanych kości. – Myślę, że możemy się od siebie wiele nauczyć.
A był to ameane (awatar) Savusa. Roześmiał się teraz w twarz wystraszonemu Íidiusowi i poprowadził do Eamaru. Pokazał swe królestwo i rzekł: „Niedługo granice mych włości rozciągać się będą aż do obrzeży tego świata, młody eatarze. I ty mi w tym dopomożesz”.
Odtąd Íidius został zaufanym podwładnym Savusa, a nienawiść między Savusem a Kevenem jeszcze się pogłębiła.
Zręczny ia’Tanya zjawiał się pośród anieli (sługów bogów), roznosił fałszywe plotki i wywiadywał się tajemnic. Wkradł się w łaski Anianny, która bardzo polubiła wesołego młodzieńca. Od niej to dowiedział się o przepowiedni i losie, jaki spotkać miał Lenarisa.

Komentarz: Treść przepowieni znajduje się kilka akapitów niżej.

Dowiedział się też, że jeśli los potoczy się ścieżką jaką zapowiadała Anianna, Savus będzie o krok od zwycięstwa, ale pozbawi go ostatecznego triumfu ręka elfa. Zaraz zaniósł wieść o tym Savusowi. Stary bóg zamknął się w najwyższej wieży swojego zamku i długo rozmyślał. Wreszcie wezwał do siebie Íidiusa.
– Pędź, młody eatarze. Pędź i roznoś wieść o fionach i ich zatrutych ostrzach, które zagłębią się w sercach eatarów Eamaru. Niech rozpali umysły. Zniszczenie elfów zmieni los Ramaru. Nie powstrzyma mnie ręka członka rasy WYMARŁEJ.

Postanowienie Rady Trójkąta

Anianna wyznała Lenarisowi, że Nici zapowiadają rychłą zagładę świata takiego, jakim znali. Ponadto powiedziała mu w wielkiej tajemnicy, że śmierć czeka Lenarisa z ręki elfa właśnie, śmiertelnika. „Odnajdziesz na nowo radość życia i wtedy, kiedy wydawać ci się będzie, że spełniły się wszystkie twoje marzenia, jeden cios zadany przez elfa zakończy twój byt i twoje szczęście”.
Lenaris zawezwał więc zebranie, które przeszło później do historii jako Zebranie Rady Trójkąta (przez elfów zwane Zdradzieckim Zebraniem – Ékhatannae).
Zebranie odbyło się na płaskim kamieniu zwanym Trójkątem, który znajduje się u podnóża Wieży Osądu nad brzegiem Mętnego Stawu. Zebrali się tam prawie wszyscy najważniejsi bogowie Ramaru poza Mae, Savusem, Kevenem i kilkoma innymi.
Rada dowiedziała się od Anianny, że nowe nieszczęścia nadejdą ze strony elfów. Rasa fionów stanie się przyczyną Zagłady. Po długich sporach podjęto decyzję, by elfów uczynić dla świata nieszkodliwymi. Ze smutkiem zgodził się na to nawet Lenaris, choć miał wielu przeciwników. Kae poparła plan ochoczo i właśnie ona wprowadziła go w życie – fionowie tak jak wcześniej Vajalowie obarczeni zostali straszną chorobą, która w krótkim czasie miała zniszczyć ich gatunek.
Wszystkich obecnych zmuszono do złożenia przysięgi, że nie będą się temu sprzeciwiać. Po podjęciu strasznej decyzji i udzieleniu córce pozwolenia, Lenaris opuścił miejsce zebrania i zamknął się w pałacu. Nie chciał rozmawiać z nikim.
Decyzja rady nie została podjęta jednogłośnie. Wielu było przeciwników takiego potraktowania elfów, jawnie okazywano przerażenie z powodu takiego rozwiązania sprawy. Wśród nich była Natei, Senex i oczywiście Kenae.
Kenae opuściła zebranie wzburzona i natychmiast postanowiła w jakiś sposób odwrócić klątwę. Nie wierzyła, że elfowie przyczynią się do zagłady.
Anianna płakała w Wieży Osądu, wplatając ostatnie nici w gobelin Ramaru.