wieza.org | Bagno | Baza gier | Planeta blogów | Muzyka | Autorskie | Studnia | Czat
Zaloguj się | Zarejestruj się

Arthorins: Bitwa o Norandir (18. 7. 361 rok pierwszej ery) wg. gen. Traveta Le'Ecorte

wiadroawatar

Gwoli wyjaśnienia:

  • Aelinriv - bóg-opiekun, czczony przez ludzi i dwie inne rasy.
  • Norandir - w czasach bitwy duże miasto w królestwie Treemlandu; wcześniej - stolica państwa Noria; w przyszłości będzie stolicą Treemlandu.
  • Nadhrog - miasto krasnoludzkie, mające hegemonię w konfederacji Nadhrojskiej - zrzeszeniu miast krasnoludzkich.
  • Seananlen - w czasach bitwy część ogromnego państwa Roolv; w przeszłości niezależne ludzkie państwo nadmorskiel; w przyszłości uzyska częściową niepodległość.
  • Roolv - potężne państwo, zamieszkane głównie przez orków, gobliny i trole.
  • Treemland - ludzkie królestwo, posiadające dostęp do morza. Powstało z połączenia (w drodze podbojów) dziewięciu mniejszych królestw.

Kończył się trzeci miesiąc oblężenia Norandiru. Morale całej załogi coraz szybciej, acz nadal powoli, się pogarszało. Nic dziwnego. Wielu jej członków wstąpiło do straży jako ochotnicy, tuż po dotarciu do miasta wiadomości o nadciągających wojskach. Cóż powiedzieć, młokosy. Nie byli gotowi do walki, choć cały czas wmawiali sobie, że jest inaczej. W końcu wymiękać zaczęli zawodowi żołnierze. Nastroje nieco poprawiła wieść o nadchodzącej odsieczy z Nadhrogu. Siła, męstwo i waleczność krasnoludów były wręcz legendarne, podobnie jak, niemalże magiczny, wpływ, jaki generał Brackhenbart wywierał na żołnierzy. Nam brakowało takiego dowódcy. Co prawda kapitan Horpin był bardzo doświadczony, oraz znał się na rzeczy, o czym doskonale świadczyło to, że tak długo wytrzymywaliśmy napór orków. Brakowało mu jednak takiego osławieni, jakie miał Brackhenbart. Jego znało całe Arthorins, a nazwiska kapitana Horpina nie znali nawet niektórzy służący wtedy razem ze mną rekruci. Horpin długie lata dowodził strażą w Norandirze, ale nigdy nie brał udziału w bitwie. Choć wiedział, jak skutecznie bronić miasta, nie miał żadnego sposobu, aby podbudować morale załogi.

Z najwyższej wieży na zamku było doskonale widać potęgę wroga. Obozy orków zasiane były aż po horyzont. Widok ten zawsze napełniał smutkiem, dlatego nikt nie lubił pełnić warty na wieży. Tego dnia jednak było zgoła odmiennie. Bezchmurne niebo dawało dobry widok, tak daleki, że można było ujżeć mury sąsiedniego Frab... oraz nadchodzącą odsiecz. Niepewna plotka zamieniła się w fakt. Dłużące się dni odeszły w niepamięć, teraz wszyscy nabrali przekonania, że orkowie zostaną odparci. Wszyscy, niezależnie od wieku i doświadczenia, choć przed chwilą czuli się, jakby już umarli, nabrali gotowości do walki. Wydawało się, że każdy z członków załogi gotów byłby rzucić się na cały oddział orków, przekonany, że wygra.

Wieść o nadchodzących krasnoludach dotarła też do orków. Ich dowódca, wraz z częścią wojsk odszedł. Zapewne wolał nie ryzykować. Teraz jednak priorytetem orkowych wojsk stało się jak najszybsze zdobycie miasta. Zapowiadało to, że zupełnie nie będą się liczyć ze stratami, byle Norandir padł. Szykowaliśmy się na zaciętą walkę. Pośpiesznie zbudowaliśmy kilkanaście linii prowizorycznych umocnień na terenie miasta. Przygotowaliśmy na stanowiskach obronnych żywność i broń, a resztę zapasów przenieśliśmy do zamku. Pracowaliśmy w pośpiechu, cały czas spodziewając się natarcia. Orkowie jednak nie uderzyli tej nocy, ani wciągu następnego dnia. Dało to nam więcej czasu na przygotowania.

Wieczorem byliśmy coraz bardziej nerwowi. Może z niepewności, może przez oczekiwanie na walkę. W każdym razie dostaliśmy wreszcie szansę na rozładowanie nerwów. Gdy słońce zachodziło obserwatorzy poinformowali, że orkowie sprowadzają tarany i gromadzą się pod murami. Obsadziliśmy mury i przygotowaliśmy się do walki. Orkowie padali jak muchy od naszych strzał, jednak w końcu udało im się wyważyć bramę. Wtedy zaczęliśmy się wycofywać. Przez długi czas opieraliśmy się im, ale to nie mogło trwać wiecznie. Miasto było pełne orków, martwych ciał i płonących budynków.

Odsiecz Brackhenbarta wreszcie zdołała się przebić do miasta. Krasnoludy odparły orków spod murów i pomogły nam w walce w mieście. Orkowie odstąpili od oblężenia i wycofali się w stronę Seananlenu. Po wielu tygodniach oczekiwań wreszcie się wyrwaliśmy. I choć w tym ostatnim starciu zginęła czwarta część wszystkich poległych po naszej stronie, to i tak chwaliliśmy ten dzień. Ci, co przeżyli mówią, że gdyby mieli wybierać między śmiercią tej nocy, a w jakikolwiek dzień z trzech miesięcy oblężenia, to bez wahania wybraliby tą pierwszą opcję.

Nazajutrz siły Brackhenbarta ruszyły dalej, pomagać kolejnym miastom. My zaś zabraliśmy się do palenia zwłok orków i pochówku naszych. Przyjaciół pochowaliśmy na wzgórzu niedaleko miasta, zaś polegli wrogowie spłonęli na stosach. Dym było ponoć widać nawet w Dagorcie. Jedynie roolvijscy dowódcy, tak jak nasi kompani, otrzymali groby na wzgórzu. Gdy Norandir odżył, a wojna się skończyła, kasztelan miasta podjął wysiłek, aby upamiętnić tą bitwę. Cmentarz poległych zamieniony został w majestatyczną nekropolię, wyglądającą jak zamek. Na szczycie wzgórza wzniesiono kaplicę, w niej zamieszczono dzieła sztuki ku czci obrońców Norandiru. W ołtarzu, ku czci Aelinriva, postawiono marmurowe posągi, zdobione drogimi kamieniami, złotem i srebrem, przedstawiające generała Brackhenbarta, kapitana Horpina, oraz 'młodzieńca bez twarzy'. Ostatnia rzeźba była hołdem wobec poległych ochotników, których zapał do obrony miasta stał się legendą. Symboliczny 'młodzieniec bez twarzy' stał się obiektem modlitw, świętością dla mieszkańców Norandiru, Treemlandu, a także dla całej rasy ludzkiej i wrogów Roolvu. Dzień pamiętnej bitwy, 18 siódmego miesiąca 361 roku, jest wspominany lepiej, niż stworzenie świata, a jego rocznica to ważne święto, obchodzone w całym Treemlandzie, oraz miastach konfederacji Nadhrojskiej.

Generał Travet Le'Ecorte
dla tych, którzy pamiętają mnie jako sierżanta

Odpowiedzi



KONIECZNIE dodaj wiecej

KONIECZNIE dodaj wiecej akapitów, będzie bardziej czytelnie. Na razie dodałem ci podpunkty.



No udało mi się

No udało mi się przeczytać.
Język trochę czerstwy, ale tekst ma potencjał - nasyciłbym go szczegółami oddającymi grozę oblężenia i szturmu. No i więcej opisałbym sam przebieg bitwy pod murami miasta.
W końcu życie składa się ze szczegółów.