wieza.org | Bagno | Baza gier | Planeta blogów | Muzyka | Autorskie | Studnia | Czat
Zaloguj się | Zarejestruj się

Historia

wiadroawatar

W izbie było ciemno. Garść światła jaką gospodarz uzyskał paląc jakieś śmieci nie była z pewnością warta smrodu i zaduchu jaki temu towarzyszył. Ale światło było potrzebne bo bez niego nie sposób dostrzec oczu rozmówcy. To była rozmowa w której należało patrzeć w oczy i mówić jak najmniej. Gospodarz po długiej chwili milczenia odezwał się w końcu.

-Dlaczego nam nie pomożesz?

Po drugiej stronie stołu siedział ON. Człowiek którego otaczała legenda. Wędrowiec który przeszedł całe wybrzeże. Osoba która widziała wszystko. Tak mówiono.

Wiele mówiono ale siedział tam tylko nie młody już i wychudzony mężczyzna, która być może nie widziała wszystkiego ale z pewnością widział zbyt wiele. Milczał.

Gospodarz gotował się w środku. Zerwał się na nogi i uderzył obiema dłońmi w stół.

-Dlaczego nam nie pomożesz?!

Przybysz wciąż milczał.

-Nie masz nic do powiedzenia? Zupełnie nic?

Gospodarz zmieniał tony, szalał na granicy rozpaczy i wściekłości. Kpił, wyzywał i groził jednocześnie. A przybysz wciąż milczał.

-Powiedz coś!

Przybysz odezwał się więc. Jego głos nie przekazywał niczego ponad słowa. Był mechaniczny.

-Jestem zmęczony, chciałbym odpocząć.

-Tylko tyle? Co mam powiedzieć ja?

-”Proszę, odpocznij.”

Podróżnik przedrzeźniał ale gospodarz nie był w stanie powiedzieć w jaki sposób. Czuł tylko drwinę przez skórę a to jedynie pobudzało jego gniew. Był jednak w stanie opanować się na tyle by wycedzić kilka zimnych słów.

-Nie. Powiedz dlaczego nie chcesz nam pomóc.

-Bo moja pomoc nie ma znaczenia.

Gospodarz nie wierzył w to co słyszał. Przybysz zaś mówił dalej.

-Jak długo będziesz żyć? Twoje ciało jest chore. Tak samo jak ciała wszystkich wzdłuż wybrzeża.

-I to wszystko? Krótkie życie jest nic nie warte?

Podróżnik nie odpowiedział. Gospodarz obrócił się i wyszedł z własnego domu. Poddał się i wolał uciec.

Podróżnik rozparł się na swoim stołku. Najwyraźniej bolały go plecy ale nie wydał choćby stęknięcia. Nasłuchiwał. Teraz wiedział, że miał rację.

-W zasadzie to ile masz lat?

Spytał jakby sam siebie. Zza pleców usłyszał jednak dziewczęcy głos.

-Szesnaście.

Dałby jej najwyżej czternaście gdy widział ją ostatnio ale czy to nie było dwa lata temu? Nie często tu zaglądał.

-Dlaczego nie chcesz pomóc?

-Mówiłem już, sama słyszałaś.

-Kłamałeś.

Przymknął lekko oczy.

-Nie mówiłem całej prawdy.

-Więc...?

-Gdy ludzie zabijają ludzi nie sposób znaleść ofiary i winnego.

Odpowiedzią była długa chwila ciszy.

-Zaskoczona?

Znowu cisza. Obrócił się w kierunku dziewczyny.

-Każdy chce żyć i każdy próbuje. Ci ludzie są zdesperowani.

-Więc spróbuj z nimi porozmawiać.

-Tam nie ma już z kim rozmawiać.

On to wiedział i pewnie ona też. Nie lubił głupich gierek w zaklinanie rzeczywistości a ona najwyraźniej w nich gustowała. Czas to zakończyć.

-Idź spać, jest już późno.

-Nie. Zjawiasz się tu tylko raz do roku i nigdy nie chcesz ze mną rozmawiać...

Więc buntowała się. Oczekiwała czegoś więcej, tak jak każdy. Ale nie było już niczego więcej.

-Idź spać.

-Nie. Musisz mieć coś więcej do powiedzenia.

-Ja nic nie muszę. Jestem wyzwolony.

-Wyzwolony?

Jedyną odpowiedzią było milczenie. Przynajmniej dziś. Był zmęczony.

-Dlaczego nam nie pomożesz?

Znowu to samo.

-Ludzkie życie jest święte, nie wolno go odbierać.

-Dziwne słowo. Co znaczy?

Dopiero po chwili zrozumiał, że chodzi jej o „święte”.

-Mniej więcej to samo co „prawdziwe”. Idź spać.

Rozmowa polegała na powtarzaniu poleceń, pytań. Wciąż tych samych.

-Nie mogę. Jesteś...

Jej twarz skrzywiła się w wyraźnym wysiłku, nie tyle intelektualnym co moralnym. To co chciała powiedzieć nie chciało przejść przez gardło, napotykało opór. Słowa są ważne, zakorzeniają się w myślach i w pamięci, a gdy zmieniają znaczenie zmieniają razem ze sobą cały świat. Nawet jeśli znaczenie rozmyło się i nie ma prawa go pamiętać. Ale świat jest wielki i ciężki, niewielka siła nie jest w stanie go przesunąć chyba że działa całe eony. Początek tkwił tutaj a gdy w końcu wykrztusiła z siebie cała myśl, nawet on sam poczuł się nieswojo.

-Jesteś święty.

Więc był prawdziwy. Mniej więcej. Teraz wiedział, że świat odrobinę się zmienił, nabrał prędkości w nowym kierunku. Prawda stała się czymś więcej niż była przed chwilą. Wstał.

-Nawet twój ojciec uciekł z tego domu. Lepiej będzie jeśli nie zostanę tutaj razem z jego córką i żoną.

-Matka nie żyje. Chorowała rok temu.

-Wszyscy są chorzy.

Był o tym przekonany. Widział już wielu chorych ludzi. Teraz jednak widział...

-Muszę przeprosić twojego ojca. Nie chciałem go zranić.

-Ale nie chciałeś mu też pomóc? Nie można odbierać świętego ludzkiego życia ale nie należy też go chronić. Prawda wytrzyma wszystkie próby a reszta jest fałszywa?!

Chciała wypluć z siebie coś więcej ale została uciszona spojrzeniem zmęczonych oczu. Dziś świat zmienił się mocniej niż mogła przypuszczać, a przynajmniej zaczął się zmieniać w kierunku którego nikt jeszcze nie mógł przewidzieć.

Jeśli historia ma gdzieś początek to początek jest tą nocą gdzie spotkało się to co nowe i to co stare. Jak wiele miała wtedy lat? Kto może wiedzieć dziś? Tamtej nocy urosła do rangi wcielenia chaosu który zmienił stary, martwy porządek w coś bardziej... efektywnego. Pomoc wreszcie nadeszła.