wieza.org | Bagno | Baza gier | Planeta blogów | Muzyka | Autorskie | Studnia | Czat
Zaloguj się | Zarejestruj się

Historia

wiadroawatar
 Poranek następnego dnia był deszczowy i chłodny. Niebo; szare i obojętne. Nie zwracało uwagi na ziemię ani morze. Było daleko, jak gdyby czuło wstręt do brudu na dole. Albo się wstydziło. Spojrzała na nie jeszcze raz i wiedziała że samo było skażone. Niebo kłamało ale ona je przejżała, nic nie mogło się przed nią ukryć. Czuła dziwną siłę, w głębi, w kościach. Nie rozumiała jej, tylko ją czuła. Miała to w sobie, potrafiła dostrzec prawdę a to czyniło z niej boginię lub diabła - co za różnica? Czymkolwiek teraz była lubiła to i chciała być tym zawsze. Euforia to właściwe słowo. Przynajmniej na razie.
 
Wczoraj wiele się zmieniło. Mieli nowego sprzymierzeńca. Dziwiło ją, że miał być taki cenny - dla niej wyglądał na bardzo zmęczonego, starzejącego się człowieka który odkrył, że nie może odpocząć. Słabo sypiał, wiedziała to bo miała dobry słuch. Szamotał się tylko przewracając z boku na bok. Może myślał. Ona tylko słuchała dopóki sama nie zasnęła. Nic jej się nie śniło. 
 
Pewnie nikt jeszcze nie wiedział, w końcu niby skąd? Czy im powie? Nie. Sami się dowiedzą, we właściwym czasie. Już nie długo. Osada źle znosi osoby które wiedzą zbyt wiele lub są zbyt sprytne. Oczywiście, że ich potrzebują, ale nie na zawsze. Przybysz też odejdzie gdy przestanie być potrzebny, z pewnością ma dość taktu by to zrozumieć. Szkoda? Jeszcze nie teraz. Na razie nie widziała w tym straty. 
 
Spojrzała na swoje dłonie. Były blade i miały długie palce. Połamane paznokcie, kilka świeżych zadrapań, więcej starszych. Wsunęła je we włosy. Miękko. Przyjemnie. To tak się czują diabły? Chciało się jej śmiać.