wieza.org | Bagno | Baza gier | Planeta blogów | Muzyka | Autorskie | Studnia | Czat
Zaloguj się | Zarejestruj się

Klirrfaktor - Cybernet

wiadroawatar

 Tak tak, to nie żart Lewiatan został przechrzczony na Klirrfaktor. Coś jeszcze? Taaa, no cóż beznadziejnie wolno idzie produkcja systemu ale jednak istnieją PEWNE postępy, nawet jeśli znikomo małe. Dla tego to ląduje tutaj, opinie i pomysły innych osób to ostatnio moje zasadnicze natchnienie a i jakaś konstruktywna krytyka nie zawadzi. 

Tu w wersji flashowej: 

http://www.scribd.com/doc/15753800/CyberNet

A tu już w wersji nie flashowej. Przepraszam za brak formatowania - jakoś nie jestem w nastroju... 

Wstęp
Cybernet jest siecią komputerową – najbardziej zaawansowaną i złożoną w dziejach ludzkości, nawet na Ziemi nie istniało nic podobnego. Dlaczego? Agresja populacji skierowana w bezpiecznym kierunku, dobra równo podzielone, uśpienie niezadowolonych... Rozrywka! Nie tylko praca.
Wiele musiało się zmienić by powstał impuls który pchnął technologię do limitu, działało wiele przeciwstawnych sił widzących potencjał i zagrożenie niesione przez Cybernet na swój własny sposób. Efekt widzimy dzisiaj; coś trudnego do ogarnięcia, z pewnością nie będącym pełnym spełnieniem planów kogokolwiek. To nawet nie jest punkt równoważnikowy, zbyt wiele w tym czynniku chaosu. 
Gdy tak wiele różnych sił działa w tak wiele różnych sposobów ciężko przewidzieć kierunek w jakich mogą pójść zmiany. Być może to jest jakieś usprawiedliwienie, o ile chcesz szukać jakichś winnych – lub też sposobu na uniewinnienie niektórych z nich. 
Historia 
Cybernetyka nie jest młodą nauką. Nie wierzysz? Powiedz kiedy się zaczęła? W wieku XX? W wieku XIX? 
Cybernetyka narodziła się jako nauka o systemach kierujących istotami żywymi, potrafiła się jednak rozszerzyć – w końcu cały świat opiera się na podobnych sprzężeniach zwrotnych, wszystkie złożone struktury...
Takie jak całe społeczeństwo. Kierowanie całymi narodami było problemem – od czasów gdy narody się narodziły. Rewolucja francuska była tylko dowodem na istnienie wielkiej, niszczycielskiej siły tkwiącej w człowieku... a później, w miarę gdy siła armii rosła, broń stawała się jeszcze bardziej skuteczna, wojny zaczęły przerastać nawet najstraszliwsze huragany – głównym zagrożeniem dla istnienia ludzkości był człowiek. Sposobem kontrolowania tego najgorszego z możliwych nemezis był ciągły wzrost ekonomiczny.
Jednak nastał moment gdy środowisko przestało wytrzymywać presję. Oceany to ścieki, ziemia to jałowa pustynia a pod nią nie ma już niczego co warte byłoby wydobycia. Dalsze wyrywanie bogactwa z ziemi, by przekazać je ogromnym, nieprzebranym masom ludzi przestało być możliwe. Co było dalej? Koniec ery nowożytnej, w wielkim błysku termonuklearnym. Nieuniknione.
Nowa era miała być erą ponownej ekspansji. Zupełnie nowy świat do zagarnięcia, nowy piękny ekosystem do stworzenia, niemal niewiarygodna ilość przestrzeni. Lewiatan był nowym rajem, takim który można urządzić po swojemu i z którego nic już nigdy nie będzie w stanie wypędzić żadnego człowieka. Oczywiście było inaczej, nowa era była erą podziemi i walki o przetrwanie. Nic do zagarnięcia. Ale natura nie zmieniła się przez te wszystkie lata, gdy już raz wypuści się dżina z butelki trudno go zamknąć. Więc choć być może narody już nie istniały agresja populacji wciąż była obecna. 
Jedyne dobra które były powszechnie dostępne, które można by dostarczyć na zawołanie były abstrakcyjnymi ciągami danych. Jak wiele musiano zmienić by stały się one godnym substytutem tego co utracono? 
Cybertechnologia
Cybernet to wiele, wiele rzeczy ale jeśli sprowadzić wszystko do samych podstaw to okaże się że wszystko sprowadza się do wymiany informacji. Kodowanie informacji... Informacje to obrazy, dźwięki, pliki – wszystko ostatecznie można zapisać jako ciąg liczb który da się odkodować, przesłać, zapisać na maleńkim talerzu dysku twardego a następnie wyegzekwować dzięki specjalnym urządzeniom.
Telewizja jest rozsyłana dzięki sieci Cybernet, tak jest najprościej i najtaniej – w końcu jest tak wiele kilometrów kabli o w zasadzie nie ograniczonej przepustowości a protokół jest przystosowany do gigantycznego obciążenia. Wszyscy używają Cybernetu, to po prostu potężne narzędzie – o wiele zbyt potężne by z niego zrezygnować. Oczywiście tak zostało to wszystko zaprojektowane, by całość była uniwersalna.
Filozofia jest prosta – na długich odcinkach konieczna jest maksymalna przepustowość a to przecież żaden problem; światłowody to żadna nowość a zapewniają w zasadzie nie ograniczoną prędkość przesyłu danych. Jeśli jednak Cybernet ma być uniwersalny równie ważny jest ostatni odcinek – dystans ostatniego metra dzielący sieć od komputera – jedyne rozwiązanie? Łącze bezprzewodowe. 
Nie zrozum mnie źle, oczywiście że stacjonarne urządzenia korzystają ze stacjonarnych połączeń – ale stacjonarne urządzenia to jedynie niewielka część całości – wystarczy że wliczysz w to wszystkie telefony przenośne, nawigatory i wszystko co potrafi włączyć się do sieci. Ale to właśnie tu pojawia się problem: podczerwień potrafi być zawodna, odbija się od ścian, rozprasza, niekiedy utrudnia uzyskanie połączenia. Odpowiedź na ten problem nie była prosta. 
W sufitach korytarzy montuje się punkty dostępowe do sieci emitujące i odbierające dane w zakresie podczerwieni, jednak ich ilość jest ograniczona – w niektórych miejscach kolonii jest zdecydowanie więcej użytkowników niż punktów dostępowych a to po prostu kolejny problem. Rozwiązanie? Znowu nie takie proste.
Dla tego też urządzenia bezprzewodowe łączą się nie tylko bez pośrednio z punktami dostępowymi ale także często również ze sobą nawzajem – zagęszczają sieć przez którą przebiegają dane a tym samym poprawiają niezawodność całego systemu. Oczywiście wymaga to specjalnego podejścia do problemu – specjalnej metody szatkowania danych na pakiety dające się przesłać przez sieć, trafiających zawsze do adresata. 
Co wynika z tego wszystkiego? Przede wszystkim to że można stosunkowo łatwo znaleźć dowolnego użytkownika korzystającego z punktów dostępowych – zlokalizować jego położenie. System staje się skomplikowanym labiryntem w którym najlepsi potrafią osiągnąć nie mal wszystko korzystając z głupoty mniej doświadczonych. Raj hakerów których kolonia ma zdecydowanie w nadmiarze. Ale o tym może później?
Ograniczenia
Wszystkie Korporacje produkują podzespoły komputerowe, ale żadna jakoś nie kwapi się do inwestowania w szybsze procesory, większe dyski twarde... Wydaje się że technologia o wiele dawniej już się nie posunie – mimo że nie ma barier natury technicznej. 
Działają tu dwa czynniki – po pierwsze badania mające na celu wdrożenie nowych technologii są drogie a możliwy zysk nie koniecznie musi pokryć te wydatki – wystarczy zwrócić uwagę na to jak mała jest populacja kolonii. Czy nie lepiej spróbować przeznaczyć te pieniądze na jakiś bardziej pewny biznes? Po drugie zaś kolonia ma ograniczenia dotyczące zużycia energii przez podzespoły komputerowe – nie tak łatwo jest uzyskać certyfikat dopuszczający dane urządzenie do sprzedaży...
Tak czy inaczej dzisiejsze komputery wcale nie są tak szybkie jak mogłoby się wydawać przed wojną – a to oznacza że cuda wciąż jeszcze się nie wydarzają. Programiści wciąż muszą dbać o to by ich dzieła działały dostatecznie szybko, roboty wymagają nadzoru bez którego mogłyby działać w sposób nie prawidłowy... 
Do tego dochodzi obciążenie dekodowaniem paczek danych z Cybernetu. Wcale nie jest tak wesoło jak mogłoby się wydawać. Dla tego też często „lekko” modyfikuje się oryginalne części, nie wspominając już o tym że sama ilość tych podzespołów pracujących w przetwarzaniu równoległym potrafi nie raz zaskoczyć. Są pewne rzeczy które trzeba umieć obejść by móc więcej i szybciej.  
O tak jest wiele rzeczy które trzeba umieć zrobić więcej i szybciej – być może to właśnie w okresie wojny pojawiły się najbardziej wymagające zastosowania komputerów. 
Interfejs
Połączenie człowieka i maszyny dziś nie jest trudne – a przynajmniej nie jest tak trudne jak było kilka lat temu. Podłączenie samego mózgu jest jednak skomplikowane – elektrody o odpowiednim rozmiarze, a więc wykonane w nanoskali są co prawda dostępne, jednak okablowanie pojedynczych neuronów to zabieg wymagający wiele czasu a pożytek z tego mizerny. Takie działania są wykonywane przede wszystkim w celach badawczych – po to by próbować opanować złożoność struktur odpowiadających za świadomość i myślenie. Potencjalnie może doprowadzić to do sytuacji gdy uda się zlokalizować w mózgu pojedyncze pojęcia a następnie ładować długie ciągi słów – jak choćby podręcznik obsługi śmigłowca bojowego, wprost do pamięci. To wciąż pieśń przyszłości, dziś nie ma czasu na takie „zabawy”, ważniejsza jest teraźniejszość – przyszłość jest jedynie marzeniem. 
Dla tego opracowano dużo prostszy interfejs typu nerw – maszyna. Wszak wszelkie wrażenia z całego ludzkiego ciała transportowane są właśnie nerwami, wystarczy znaleźć sposób na odbieranie tych wrażeń oraz generowanie ich w odpowiedni sposób. Przekazanie obrazu z komputera nerwem do mózgu staje się możliwe – wystarczy zamknąć oczy i obserwować. W teorii naprawdę proste. W praktyce okazuje się że do wykonania tego zadania wymagana jest całkiem spora ilość cykli procesora, takie „renderowanie” w czasie rzeczywistym jest bardzo trudne jeśli ma być realistyczne – ale nie wszystko musi wyglądać rzeczywiście. Powiem więcej, w większości wypadków realizm nie jest konieczny; wyświetlenie kilku cyfr w różnych kolorach, jakiejś siatki... to wystarczy do stworzenia prostego i funkcjonalnego systemu pomagającego kontrolować produkcję w fabryce lub prowadzić pojazd. Przy odrobinie wysiłku może też posłużyć do zbudowania „rzeczywistości rozszerzonej”, przy o wiele większym wysiłku może zostać wykorzystana do stworzenia rzeczywistości całkowicie sztucznej.
Cyberświat
Może to szalone ale to szczera prawda; dzisiejszy, statystyczny mieszkaniec kolonii wydaje grubą kasę na coś co faktycznie nie istnieje – oczywiście „statystyczny” nie oznacza „każdy”; te zabawy nie są tak tanie jak mogłoby się wydawać. Przecież wspominałem już o ograniczeniach? 
Nie każdy jednak musi kompletować swój własny zestaw VR, w kolonii pełno jest od płatnych centrów oferujących odpłatnie dostęp do najbardziej wyszukanych urządzeń razem z opieką medyczną oraz wszystkim co może się okazać potrzebne dla takiego netdivera.
Oczywiście nie byłoby w tym żadnego zysku gdyby nie klienci, a klientów przyciąga praca zupełnie innych ludzi. Cyberświaty to dzieło całych rzesz programistów przelewających swój matematyczny talent na kolejne linie kodu. Sam nie wiem czy to opłacalny „biznes”, ale ma swój urok przyciągający całkiem sporo entuzjastów – jak każda zabawa w Boga.
Idea cyberświata na początku była bardzo prosta, coś całkowicie sztucznego; przestrzeń do życia i zabawy, dostawa adrenaliny i wszystko czego brakuje dla tej części mieszkańców kolonii których stać na coś lepszego niż prochy a na dodatek oczekują czegoś lepszego. A ponieważ możliwości techniczne istniały już od jakiegoś czasu powstał pierwszy cyberświat, do dziś jeden z bardziej popularnych „Azyl”. Bajkowy świat w którym nie istniała technika – zamiast niej wiele zieleni. W jakiś sposób tworzenie rzeczywistości według której uczestnik nigdy nie istniał, odrywającą od korytarzy kolonii na każdy możliwy sposób okazało się niezwykle popularne. Dalej jednak historia nabrała tempa i po raz kolejny zmieniła kierunek. 
Prawdziwa rewolucja nastąpiła kilka lat po „Azyl” i nazywała się „UNDERTOWN”. Świat generowany przez komputery nareszcie wszedł w pełną symbiozę ze światem rzeczywistym – czy się to komuś podobało czy też nie. Twórcy UNDERTOWN poszli w innym kierunku niż cała reszta; nie próbowali tworzyć świata estetycznego, spokojnego i bezpiecznego – zamiast tego powstała kopia kolonii z jej wszystkimi okropieństwami, dążenie do realności było tu zbyt silne. Jednak tym ten świat oferował coś zupełnie nowego i niespotykanego; scenariusze.
Scenariusze to nic innego jak zindywidualizowane ścieżki po których porusza się użytkownik – analogia do scenariusza filmowego jest jak najbardziej na miejscu. W UNDERTOWN po raz pierwszy użytkownik nie tylko znajdował się w świecie ale także coś w nim znaczył – jego alter ego miało coś konkretnego do osiągnięcia, miała przeznaczenie. Scenariusze wprowadzały element personalizacji – nie każdy był taki sam, nie każdy mógł osiągnąć to samo. Bardzo szybko UNDERTOWN stał się najpopularniejszym cyberświatem, a scenariusze stawały się coraz bardziej wyszukane.
Na początku użytkownik otrzymywał komunikat w rodzaju „idź tam”, bardzo prosty... a nawet prostacki. W miarę wzrostu zasobności portfeli twórców komunikaty te pojawiały się jednak coraz rzadziej, scenariusz „sam” dopasowywał się w szczegółach do poczynań użytkownika; obiekty dyskretnie pojawiały się i znikały, wydarzenia aranżowały się jakby same... Jeszcze później scenariusze zaczęły angażować więcej niż tylko pojedyncze osoby – wiązały prawdziwych ludzi w swoje krótkie ramy. 
Nie byłoby to możliwe gdyby nie tytaniczna praca dziesiątków scenarzystów? A czy byłoby możliwe razem z nią? Praca twórcza o takiej intensywności jest na granicy lub poza granicami ludzkich możliwości – o ile wykonuje ją sensowna ilość ludzi.
Cóż, nie oficjalnie wiadomo jak działają generatory scenariuszy UNDERTOWN. Podstawą tego systemu stanowią ludzkie mózgi – to chyba oczywiste; są to jedyne dostępne inteligentne komputery. Z drugiej strony jednak mózgi wykorzystywane przez ekipę z UNDERTOWN nie posiadają ani świadomości, ani ciał. Ale o tym może później?
UNDERTOWN ostatecznie zaczęło powoli wpełzać w prawdziwe życie – niektóre scenariusze nie ograniczają się do samej rzeczywistości wirtualne, to oczywiście kosztuje ekstra i wymaga zupełnie innej metody organizacji... ale widocznie się opłaca mimo wszystko. Co będzie dalej? Nie wydaje się by cyberświaty mogły pójść jeszcze dalej, ale tak wydawało się też przez erą UNDERTOWN. 
Dzisiaj można się z tego tylko śmiać...
Społeczność sieciowa
Kolonia dorobiła się całkiem sporych rozmiarów podziemia sieciowego, ze społecznością rozproszoną pomiędzy cyberświaty oraz różne portale sieciowe.