wieza.org | Bagno | Baza gier | Planeta blogów | Muzyka | Autorskie | Studnia | Czat
Zaloguj się | Zarejestruj się

Brzytwa Ockhama

wiadroawatar

    Raport komisji dochodzeniowej z pracówki badawczej XXX nr CCXLVII
    Do atache przy gubernatorze Au Prince, XXX

    Schwytanego "dłużnika", znanego jako Ockham, osadzono w celi nr XXX w celu obserwacji. Przesłuchania prowadzili doświadczeni adepci specjalizujący się w chwytaniu czarowników. Rzeczony "dłużnik" wykazywał niespotykaną odpornosć na standardowe techniki śledcze...

    Ockham zebrał ślinę pod językiem i starannie uformował z niej kulkę.
    - Pytam po raz ustatni...
    Trybunalski urzędas przerwał na chwilę, żeby otrzeć ślinę z twarzy. Nie wyglądało na to, żeby zrobiła na nim wrażenie.
    - ... gdzie i kiedy spotkałeś rzeczonego Wodnika?
    - W tym samym zawszonym burdelu, gdzie urzęduje twoja matka chłoptasiu.
    Bezczelny uśmiech wykwitł na brudnej twarzy więźnia, odsłaniając braki w uzębieniu.
    - Przestań się z nim bawić.
    Drugi trybunalczyk wyszedł z ciemnego kąta celi. Beznamiętny wyraz twarzy zdradzał znudzenie. Palce magitechnicznej protezy zagrały na stalowej pałce.
    - Mów.
    - Twoja stara też tam była. Kwiczała jak świnia, kiedy ją...
    Głuchy odgłos uderzenia metalu o ciało. Trzask pękającej czaszki. Tryskająca strumieniami krew. Bezwładne ciało uderzające w ścianę. Echo niesące się korytarzami. Ciężkie dyszenie Ockhama.
    Silne poczucie realności świata. Nienormalnie silne. Mimo otumanienia... Może dzięki niemu? Tysiące niezauważalnych szczegółów. Każdy włosek na dłoni oprawcy. Każde mimowolne drgnienie jego twarzy. Każda cholerna sekunda rozciąga się w wieczność.
    - Wystarczy na dziś.
    Posiadacz pałki odwarknął coś niewyraźnie. Ruszył w gniewie i z całym impetem uderzył w drzwi celi. Zaczął biec. Jego towarzysz westchnął ciężko po czym nieśpiesznie podążył jego śladem. Na odchodnym udzielił strażnikom jakichś instrukcji.
    - Destylat? Nie, od teraz dacie mu rumu. Tak, rumu. Tyle ile wyżłopie.

    Osadzonego zaczęto poić rumem. Początkowo przyjął to za dobrą monetę. Zorientowawszy się w działaniu trunku zaczął odmawiać jego przyjmowania...

    - Won, parchy chędożone!
    Dziki ryk Ockhama zmroził otaczających go strażników. Obszarpany więzień wykorzystał okazję, chwycił pewnie kordelas najbliższego i pociągnął. Strażnik potknął się o nogę Ockhama. Uderzył w ścianę. Dało się słyszeć znajome chrupnięcie. Złamany kręgosłup.
    W tej samej chwili dotarły sieci Ockham rozerwał dwie. W końcu unieruchomiono go trzema warstwami i ciałami kilkunastu strażników.

    - To było bardzo nierozsądne.
    Trybunalczyk bez protezy przerwał na chwilę. Westchnął.
    - Tobie i nam byłoby o wiele łatwiej bez tgo.
    Trącił łańcuch o półkilowych ogniwach trzymaną w dłoni laseczką.
    Ten z protezą zbliżył się. Chwycił Ockhama pod brodę. Wychudzona, zdzicała twarz. Lepiąca się od brudu. Parotygodniowy zarost. Ledwie zauważalny spazm obrzydzenia. Trybunalczyk zajrzał mu głęboko w oczy, po czym chwycił głowę żelaznym uściskiem protezy.
    Chwila wyczekiwania.
    Nieludzki ból. Cierpienie, które nie może pochodzić od ciała. Ocean ognia. Ciało wijące się jak węgorz we wrzątku. Na skraju szaleństwa.
    Koniec.
    Ciało bezwładnie opadające na kamienną posadzkę. Chłód kamnienia. Chwilowe ukojenie.
    Stalowy uścisk na głowie. Znowu.
    Ból. Znowu.
    Krzyk. Jego? Chyba.
    Nowa fala bólu. Nie, nie nowa.
    Stara.
    Stare rany.
    Upadek z klifu. Połamane żebra.
    Ucieczka przed trybunalskimi żołdakami. Postrzał w pierś.
    Lot w dół. Z okna karczmy. Wstrząs. Złamana ręka.
    Kamień młyński. Zmiażdżona noga. Noga której już nie ma. Od lat.
    Wszystkie na raz. Lawina bólu. Uderzenia w głowę. Coś ciężkiego. Kowadło? Stary Joe? Szaleństwo.
    Czerń. Kojąca czerń. Nieświadomość.

    Pomimo zastosowania metod eksperymentalnych, nawet na skraju śmierci, osadzony nie odpowiadał na pytania...

    Ciemność. Przebudzenie. Dalej ciemnosć. Noc?
    Czuje, że leży. Twarzą w dół.
    Całe ciało obolałe. Nie ogarnięte płomieniami. Potłuczone, strzaskane. Bezużyteczne jak podarta szmata. Ledwo zdolne do ruchu. Niepojęta siła przygniatająca do podłogi.
    Nadludzki wysiłek woli. Uniesienie. Tuż za punktem równowagi - utrata sił. Spocone plecy na chłodnym kamieniu. Przywierają. Chłód nie koi.
    Westchnienie. Suchy oddech. Spieczone usta.
    Kropla.
    Druga.
    Oblizuje wargi.
    - Nareszcie.

    Nie wiadomo jak woda z przeciekających zbiorników przedostała się przez gruby na ćwierć metra, kamienny strop celi. Wkrótce osadzony odzyskał siły, ale przesłuchujący nie zwrócili na to uwagi. W niedługo potem osadzony zbiegł...

    Poziom wody w podziemiach podnosił się z każdą minutą. Mimo tego Ockham nie spieszył się. Karykaturalnie chudy, zarośnięty i brudny, w podartych szmatach. A jednak z dumą wyprostowany. Pełen siły.
    Magitechniczna proteza zdradzała jego ofiarę. Czuł płynącą w niej krew. Słyszał pozornie bezszelestne ruchy metalowych części.
    Wyszedł zza rogu.
    Błyski energetycznych pocisków. Niecelne. Ciskane na oślep w opętańczym szale osaczonej zwierzyny. Ockham mijał je bez mrugnięcia okiem.
    Trybunalczyk uderzył plecami o ścianę. Nie miał gdzie uciec. Ockham stanął w miejscu. Ofiara osuneła się przerażona z cichym pluskiem wody.
    Zbieg z zaciekawieniem przechylił głowę, jak dziecko oglądające nową zabawkę. Spostrzegł pod stropem rurę. Wbił w nią wzrok. Trybunalczyk spojrzał z przerażeniem na przerdzewiałą instalację hydrauliczną.
    Rura zaczęła trzeszczeć. Pęcznieć i nadymać się, jakby była z gumy, a nie metalu.
    Oczy trybunalczyka utkwiły w zgrubieniu rury. Oczy wielkie jak kufle piwa.
    Rysa.
    Pęknięcie.
    Stróżka wody.
    Następna.
    Tuzin.
    Huk.
    Eksplozja.
    Rozbryzgi wody.

    Poraniony trybunalczyk. Bezwładnie unoszący się na wodzie. Cały skąpany we krwi. Tysiące metalowych odłamków. Woda sięgająca Ockhamowi pasa. Przerażenie i nadzieja w oczach. Pragnienie śmierci.
    - Nie patrz tak na mnie. Nie ulżę Ci.
    Błysk ostrza. Metal zatapiający się w miękkim ciele. Ciepła krew na palcach. Nieludzki krzyk zarzynanego prosiaka.

    Osadzony nie pozostawił żadnych śladów wskazujących na jego dalszy los. Prawdopodobnie zbiegł.
    Jedyny ocalały ze zniszczenia ośrodka człowiek, adept XXX ledwo przeżył. Niemal śmiertelie rannego ocaliły tylko uśpienie i liczne, eksperymentalne magitechniczne protezy, m. in. serca, oka, żołądka. Podobnie, jak wszystkie znalezione na terenie byłego ośrodka zwłoki został oskalpowany brzytwą.